niedziela, 1 sierpnia 2010

Nikt tak pięknie nie mówił...

Obecnie zapoznaję się z albumem Bułgarskie Centrum Pidżamy Porno, ale muszę wspomnieć o twórczości Angusa i Julii Stone, która mnie oczarowała, a to za sprawą cudownego utworu Babylon. Powoli płynące dźwięki, ciepły głos Angusa i piękne słowa tworzą wspaniałą całość. Niektórym może się to wydać śmieszne, ale w zestawieniu z teledyskiem, Babylon doprowadził mnie do łez. Urzekło mnie szczęście, choć ulotne. Beztroska, a zarazem bezpieczeństwo odczuwalne w towarzystwie bliskiej osoby, zaufanie. Miłość. Tak, to banalne: love is in the air. Ciepłe, oddane spojrzenia dwojga kochających się istot, a potem... rozpacz w ich oczach i No, I don’t want to be alone.

Wakacje w pełni, ha. Cóż, udało mi się wyjechać na kilka dni. Zwiedziłam skrawki Krakowa oraz Słowacji, a zatrzymałam się w Zakopanem. Czas szybko minął, ale miło i dość aktywnie (!) go spędziłam (let’s go on a holiday, to burn this town). Może wybiorę się jeszcze z mamą na parę dni do babci. Mam również nadzieję, że poznam osobiście Krzysztofa pod koniec sierpnia, a we wrześniu zagoszczę w Bydgoszczy.

Wypełniam czas, udając się na przejażdżki rowerowe. Jeśli samotne, to koniecznie z iPodem! Poza tym, tradycyjnie często można mnie spotkać online. Mam wrażenie, iż można byłoby tu użyć określenia uzależnienie, ale... nie dbam o to, bo (letnie usprawiedliwienie) mamy wakacje!

Obejrzałam dziś Amelię, po raz drugi. Mimo irytujących momentów, film nastraja mnie pozytywnie. Trzeba łapać szczęście, a nie uciekać przed nim albo się go bać. Jutro czas na Diabeł upiera się u Prady z M. Streep i A. Hathaway.

Od wczoraj (ponownie) można mnie spotkać na lastfm. Cóż, zapewne niebawem znowu przyda się określenie uzależnienie, ale... ja się tego wyrzekam.

Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić.