niedziela, 29 kwietnia 2012

No light, no light.

Ostatnio włóczę się po mieście z Właściwym kursem w słuchawkach. Odkąd pamiętam rozstawałam się z ludźmi, nasze drogi się rozchodziły, czasem ktoś je przecinał, zmienialiśmy kurs. Wszystko szybko się zaczynało i równie szybko kończyło. Do tych wszystkich rozmyślań oprócz Właściwego kursu, zmusiła mnie również niedawna "rozmowa" z człowiekiem, który kiedyś znaczył dla mnie wiele. Żałowałam, że nie umiemy już ze sobą rozmawiać, a jemu było wszystko jedno. I byłam zła, cholernie zła. Tylko, że to ja zawiniłam. Nie raz się tak zdarzyło, nie dwa... Popełniam błędy, z których nie umiem siebie rozliczyć.

(Wybaczenie - pierwszy krok ku wyzwoleniu duszy.)  

Co było, nie zniknie, nie przeminie z wiatrem, 
Zakotwiczyło w sercu, stało się teatrem, 
Teatrem wspomnień, których nie da się zapomnieć, 
Musiałbyś pustkę w sobie straszną mieć.

Marynarze, którzy obrali inny kurs przypominają wiatr. Niekiedy sprzyjają piłce, by wrzucona do jeziora mogła szybciej dopłynąć na drugą stronę. Przecież łatwiej płynąć z prądem niż pod prąd. Czujemy ich w powiewie wiatru. Za każdym razem przypominają nam o czymś. Czymś, co kiedyś było dla nas ważne. Czymś, co kiedyś było naszym pokładem. Szkoda tylko, że niestabilnym... Pokładem, który nie przetrwał. Innym razem ich wspomnienia utrudniają nam zmierzanie się z samym sobą. Czy jesteśmy wciąż tymi samymi ludźmi?  

Nie pamiętasz, jakie kiedyś miałeś plany? 
Gdzie jest tamten człowiek, o sercu tym samym? 
Zapominamy o tym, gdzie chcieliśmy być, 
Tak naprawdę sami nie wiemy, 
Kim jesteśmy dziś.

Szukałem sobie podobnych,
Dlatego boli to tak mocno,
Żeby nie zwariować trzeba uciec w samotność.


A może samotność doprowadza nas do szaleństwa? Odpocznijmy.