Myślę, że ten zaniedbany blog to dobra przechowalnia cytatów. W święta zatęskniłam do słowa pisanego. I tak chęć czytania przywiodła mnie do biblioteki. Oczywiście nie było większości pozycji, które chciałam zagarnąć, więc wyniosłam tylko (albo aż) Wystarczy, że jesteś M. Gutowskiej-Adamczyk oraz Gwiezdny pył N. Gaimana. Tę pierwszą, dość... nastolatkową, udało mi się przeczytać we wczorajsze popołudnie. Mimo standardowego tematu miłości, sądzę, iż to dobra książka na początek powrotu do czytania. Zdaję sobie sprawę, że to może się nie udać, ale czasem (tylko czasem) warto próbować. Znam nawet powód ewentualnej porażki, mianowicie brak czasu lub po prostu lenistwo. Dobrze, przestaję pisać od rzeczy, przejdę zatem do cytatów.
Chcesz miłość zatrzymać na zawsze? To chyba niemożliwe, bo zawsze to trwanie, trwanie to czas, a czas to zmienność. Spróbuj cieszyć się miłością właśnie dlatego, że jest tak krucha i krótkotrwała. Żyj dniem dzisiejszym, nie wiecznością, to pozwoli Ci uniknąć rozczarowań.
Przykro mi bardzo, ale czy lepiej nigdy nie kochać i nigdy nie cierpieć? Czy cierpieć, ale poznawszy smak miłości? Jak mamy wiedzieć, że coś jest słodkie, jeśli nie poznamy goryczy?
Miłość to zawsze czyjaś krzywda. Jest skrajną postacią egoizmu, choć dalibyśmy głowę, że, przeciwnie, kochając, stajemy się altruistami. Tymczasem nic bardziej mylnego.
Parsknęłaby śmiechem, gdyby ktoś spróbował jej wytłumaczyć, że szczęście nie jest prezentem od losu, lecz umiejętnością, którą się nabywa z wiekiem i która polega na poznaniu granic. Nie uwierzyłaby, że szczęście można i należy świadomie budować, chronić, a przede wszystkim odnaleźć w sobie pośród tysięcy nieważnych myśli, zbędnych pragnień i pozbawionych sensu nadziei. Że znajduje się ono gdzie gdzieś w sercu czy głowie, tuż obok zgody na siebie, tworząc z nią nierozerwalny związek.
Bo cudze szczęście jest zawsze piękniejsze od własnego.
Ale dziś wiedziała już, że ból, choćby najbardziej dokuczliwy, w końcu słabnie. I że wszystko można przetrwać. Był to niespodziewany wynik akcji pod tytułem: "Dostaję kopa w tyłek". Przy czym kop to przenośnia, a tyłek symbolizował uczucia.
Oczywiście rozgrywało się to tylko w wyobraźni, ale z wyobraźnią nie wygra żadna siła. Żadna bomba się z nią nie równa, skala jej rażenia jest nieskończona. Zdolna budować i burzyć wszechświaty, wyobraźnia ma w sobie coś magicznego i przerażającego zarazem.
Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nie osunąć się w przepaść lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Pisz, nawet od rzeczy. Dawno Cię nie czytałam, a to dość przyjemne :)
OdpowiedzUsuńNawet jeśli czasem trochę się skarżę - mówiło serce - to tylko dlatego, że jestem sercem ludzkim, a one są właśnie takie. Obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia, ponieważ wydaje im się że nie są ich godne, albo że nigdy im się to nie uda. My, serca, umieramy na samą myśl o miłościach, które przepadły na zawsze, o chwilach, które mogły być piękne, a nie były, o skarbach, które mogły być odkryte, ale pozostają na zawsze niewidoczne pod piaskiem. Gdy tak się dzieje, zawsze na koniec cierpimy straszliwe męki.
OdpowiedzUsuń