piątek, 11 maja 2012

I'm in here, a prisoner of history.

Jesteśmy więźniami przeszłości. Tkwimy we wspomnieniach, które nie pozwalają nam biec, niekoniecznie uciekać, po prostu mierzyć się z teraźniejszością. Nasze stopy dawno już utknęły w wyjątkowo wilgotnym piasku, być może mokrym od łez. Oswoiliśmy się z samotnością. Jest dobrze, powtarzamy w kółko.

A jeżeli stajemy się więźniami czyjejś przeszłości? Niewiele o niej wiemy, może dlatego tak bardzo nas ciekawi, intryguje, fascynuje i porusza. Może zazdrościmy tylu wspaniałych wspomnień, bo po naszych została jedynie pustka? Poznajemy historie, dzięki którym nie stajemy się lepsi, ale chcemy je poznawać. Nie doceniamy siebie, doceniamy właściciela historii i jej bohaterów. Chcemy postawić ich w gorszym świetle, by było łatwiej, by nie zazdrościć, by nie żałować. Trudniej przyznać, że ktoś wiele wniósł do czyjegoś życia, że wart był o wiele więcej niż sądziliśmy, bo prawda o prawdzie jest taka, że boli, więc często okłamujemy samych siebie. Zbyt często zatracamy się w przeszłości innych. Zbyt często zapominamy, by żyć teraźniejszością.

Are you coming to get me now?
I've been waiting for,
You to come rescue me,
I need you to hold,
All of the sadness I can not,
Living inside of me. 


Czuję, że nie zasługuję. Chciałam powiedzieć: skończ to, bo nie zasługuję na Ciebie.

I'm crying out, I'm breaking down,
I am fearing it all,
Stuck inside these walls,
Tell me there is hope for me

Is anybody out there listening?

niedziela, 29 kwietnia 2012

No light, no light.

Ostatnio włóczę się po mieście z Właściwym kursem w słuchawkach. Odkąd pamiętam rozstawałam się z ludźmi, nasze drogi się rozchodziły, czasem ktoś je przecinał, zmienialiśmy kurs. Wszystko szybko się zaczynało i równie szybko kończyło. Do tych wszystkich rozmyślań oprócz Właściwego kursu, zmusiła mnie również niedawna "rozmowa" z człowiekiem, który kiedyś znaczył dla mnie wiele. Żałowałam, że nie umiemy już ze sobą rozmawiać, a jemu było wszystko jedno. I byłam zła, cholernie zła. Tylko, że to ja zawiniłam. Nie raz się tak zdarzyło, nie dwa... Popełniam błędy, z których nie umiem siebie rozliczyć.

(Wybaczenie - pierwszy krok ku wyzwoleniu duszy.)  

Co było, nie zniknie, nie przeminie z wiatrem, 
Zakotwiczyło w sercu, stało się teatrem, 
Teatrem wspomnień, których nie da się zapomnieć, 
Musiałbyś pustkę w sobie straszną mieć.

Marynarze, którzy obrali inny kurs przypominają wiatr. Niekiedy sprzyjają piłce, by wrzucona do jeziora mogła szybciej dopłynąć na drugą stronę. Przecież łatwiej płynąć z prądem niż pod prąd. Czujemy ich w powiewie wiatru. Za każdym razem przypominają nam o czymś. Czymś, co kiedyś było dla nas ważne. Czymś, co kiedyś było naszym pokładem. Szkoda tylko, że niestabilnym... Pokładem, który nie przetrwał. Innym razem ich wspomnienia utrudniają nam zmierzanie się z samym sobą. Czy jesteśmy wciąż tymi samymi ludźmi?  

Nie pamiętasz, jakie kiedyś miałeś plany? 
Gdzie jest tamten człowiek, o sercu tym samym? 
Zapominamy o tym, gdzie chcieliśmy być, 
Tak naprawdę sami nie wiemy, 
Kim jesteśmy dziś.

Szukałem sobie podobnych,
Dlatego boli to tak mocno,
Żeby nie zwariować trzeba uciec w samotność.


A może samotność doprowadza nas do szaleństwa? Odpocznijmy. 

sobota, 4 lutego 2012

I never knew daylight could be so violent.

Come on, skinny love...

Kiedy jest źle, myślę sobie, że te wszystkie kłopoty wcale nie umacniają miłości, tylko ją niszczą. Niszczą osoby, którę są nią połączone. Czasem okazuje się, że to nas jeszcze bardziej zbliża, ale czasem... wręcz przeciwnie. Gdy wciąż jesteśmy na dole, trudno spojrzeć na coś ze wzrokiem pełnym nadziei. Tęsknimy za radością w oczach ukochanych. Najgorszą rzeczą jest dostrzeżenie w nich smutku. Kto nie chciałby widzieć zawsze tych iskierek, tego blasku, po którym poznajesz, że to właśnie Ona, że to właśnie On. Cieszę się, że przy mnie się uśmiechasz. Mam wtedy nadzieję, że wszystko jest dobrze, bo Twoje oczy błyszczą. Wcale nie od łez. Nie zawsze.

Chciałabym, żebyś przyszedł, usiadł obok, przytulił, pocieszył albo chociaż powiedział coś głupiego, by mnie rozbawić. Jak to się mogło stać? Kiedy ktoś odchodzi tęsknimy za cząstką siebie, którą ofiarowaliśmy tej osobie. Została w nim.

Just because I'm losing, doesn't mean I'm lost...

Kiedy odchodzisz, czuję, że świat wypada mi z rąk. Niech już będzie po wszystkim. Dziękuję Ci, dziękuję Wam. Damy radę, ale trzymajmy się razem.

PS I Love You

niedziela, 8 stycznia 2012

Musisz wierzyć...

Musisz wierzyć, że to może się zdarzyć,
bo przecież gdzieś tam jest
ktoś kto też w to wierzy.
On Cię wybrał dawno temu, wymyślił Cię sobie
gdy spotkasz go powie Ci, że to Ty.


Przeglądałam ostatnio swoje śmieszne zapiski i zatęskniłam za tym miejscem.
Wszystko się zmienia, nawet nieznacznie, ale zmienia się. Coś jest, a później tego nie ma. Tracimy, tracimy i tracimy... Upadamy, ale wstajemy i dalej biegniemy ścieżką w poszukiwaniu... Właśnie, czego? Siebie chyba, bo wiecie... Ona przychodzi sama. Miłość. Zaskoczenie. Lęk. Obawa przed uczuciem, zaangażowaniem, cierpieniem. (Motyle w brzuchu, haha.)

Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.

Właściwie miałam pisać o ludzkich słabościach i najgorszych uczuciach, których człowiek może doświadczyć, ale Today was a fairytale odwiodło mnie troszkę od tego tematu. Każdy z nas wie, jak to jest, kiedy los rzuca kłody pod nogi. Pewnie oczekuje, że je pokonamy, że im sprostamy, że niby jesteśmy tacy silni, ale czasem... kryjemy twarz za zasłoną rąk, bo wątpimy. Wątpimy w siebie, wątpimy w świat. Ale to mija, spokojnie. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i nie narzekać wiecznie, bo w końcu damy radę. Wciąż to powtarzam, nawet wtedy, kiedy jest źle, bo... jedynie po upadku można wstać. Taka przykra, życiowa prawda.

Hakuna matata :)

PS I Love You