Come on, skinny love...
Kiedy jest źle, myślę sobie, że te wszystkie kłopoty wcale nie umacniają miłości, tylko ją niszczą. Niszczą osoby, którę są nią połączone. Czasem okazuje się, że to nas jeszcze bardziej zbliża, ale czasem... wręcz przeciwnie. Gdy wciąż jesteśmy na dole, trudno spojrzeć na coś ze wzrokiem pełnym nadziei. Tęsknimy za radością w oczach ukochanych. Najgorszą rzeczą jest dostrzeżenie w nich smutku. Kto nie chciałby widzieć zawsze tych iskierek, tego blasku, po którym poznajesz, że to właśnie Ona, że to właśnie On. Cieszę się, że przy mnie się uśmiechasz. Mam wtedy nadzieję, że wszystko jest dobrze, bo Twoje oczy błyszczą. Wcale nie od łez. Nie zawsze.
Chciałabym, żebyś przyszedł, usiadł obok, przytulił, pocieszył albo chociaż powiedział coś głupiego, by mnie rozbawić. Jak to się mogło stać? Kiedy ktoś odchodzi tęsknimy za cząstką siebie, którą ofiarowaliśmy tej osobie. Została w nim.
Just because I'm losing, doesn't mean I'm lost...
Kiedy odchodzisz, czuję, że świat wypada mi z rąk. Niech już będzie po wszystkim. Dziękuję Ci, dziękuję Wam. Damy radę, ale trzymajmy się razem.
PS I Love You
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz