Przyszedł czas na kolejny wpis. Im więcej się dzieje, tym trudniej to opisać. Zacznę od Mazur. Były to tylko trzy dni w Tardzie, koło Ostródy. Znalazłam dość drogi ośrodek wczasowy. Razem z rodzicami oczekiwaliśmy luksusu. Na pierwszy rzut oka: uciekać!, odludzie, głusza. Z rówieśnikami byłoby lepiej, ale przeżyłam, całkiem dobrze się bawiłam. Pojeździłam trochę konno, tzn. uczyłam się. Świetna sprawa, ale tylko 'od święta'. Mam sentyment do Ostródy. Odbyło się tam pewne spotkanie. Spięcie, onieśmielenie, ale 'fajność'. Choć na celowniku mieli nas rodzice. Pozwolicie, że przebieg spotkania pozostawię dla siebie. Na tym miało się skończyć, ale... tak się nie stało, na szczęście. Po raz drugi spotkaliśmy się w Miłomłynie. Cudownie.
(Edytowałam wcześniej, ale ze względu na odłączenie prądu kopia robocza przepadła.)
Te (jedynie) trzy dni nad jeziorem Bartężek (nie śmiać się z nazwy) będę wspominać miło.
Moim częstym kompanem jest obecnie Duśka (modelka, nieoficjalna jeszcze). Jutro zamierzamy obejrzeć Forresta Gumpa, zobaczymy, co z tych naszych planów wyniknie.
Specjalnie dla Maćka, pragnę zaznaczyć, że dołączyłam na laście do grupy Belarus. Moja znajomość rosyjskiego nie jest zadowalająca. Powinnam mówić biegle w tymże języku, tymczasem mam sporo braków. Ale dość o tym.
Dostałam płytę Coldplay i wróciła miłość do Chrisa. Sciągnęłam też parę piosenek z poprzedniej ich płyty.
Tyle bym chciała napisać, ale nie mam siły. Czekam na zeszyt od Maćka, który stanie się zapewne moim pamiętnikiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

"Powinam mówić biegle w tymże języku, tymaczasem mam sporo braków."
OdpowiedzUsuńOWNED.