Znowu ten nostalgiczny nieco nastrój. Zwykle nachodzi mnie późnym wieczorem. W takich chwilach nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam ochotę wyjść na spacer. Noc, niebo, gwiazdy, świerszcze i może jeszcze ktoś. Kiedyś tak zrobię. Może to głupie, ale kto powiedział, że nie mogę o tym marzyć? Mam ochotę coś zrobić, bo jakiś niedosyt czuję. To życie tak zwyczajnie się toczy. A jak inaczej, zapytacie? Nieważne, takie osobiste odczucie.
Trzy partie Scrabbli rozegrane wspólnie z Maćkiem. W pierwszych dwóch to ja odniosłam sukces, bo mój szanowny kolega układał wyrazu typu: meh (tak, przez samo "h") i żeto. O naszej grze Maciek również napisał na blogu.
Killing Silence rozbrzmiewał od rana. Teraz, za względu na nastrój, Paramore. Zespół na takie wieczory, doskonały.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

uwielbiam wieczorowo-nocne spacery, wszystko jest inne, takie magiczne :)
OdpowiedzUsuń