poniedziałek, 19 lipca 2010

Airplanes.

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars? I could really use a wish right now...

Od pewnego zdarzenia wmawiam sobie, że muszę cierpieć, bo tak bardzo kogoś zraniłam. Zresztą wciąż zadawałam ból. Czułam/czuję, że nie mogę być szczęśliwa, jeśli ktoś inny nie jest i to przeze mnie. Jestem winna, ale trzeba żyć dalej. Dla kogoś. Dla bliskich. Dla muzyki. Zawsze w środku mnie będzie to poczucie winy, ale obiecałam, że spróbuję zmienić nastawienie do szczęścia. Do szczęścia, które dzielę ze swoimi Przyjaciółmi. Czasem mam wrażenie, że lubię cierpieć, dostaję to, co innym ofiarowałam. Spróbuję się zmienić, dla kogoś.

Specyficznie na FB: Czasem po prostu chciałabym się do Ciebie przytulić, bez żadnego konkretnego powodu. Pójść do parku, gdzie w promieniach słońca mienią się różnymi kolorami jesienne liście. Usiąść pod drzewem, patrzeć w niebo. Powiedzieć coś, cokolwiek, bo wiem, że mogę rozmawiać z Tobą... o wszystkim. Spojrzeć w Twe oczy... Gładzić dłoń. Dotykać Twej twarzy. Ust . Pocałować. Poczuć się jak mała dziewczynka, bezbronna, bezpieczna w Twych objęciach. Chciałabym zapomnieć o tym, co było. Żyć chwilą obecną. Pragnę usnąć wtulona w Ciebie. Obudzić się kiedyś słysząc z Twych ust moje imię. Czuć, że jestem Ci potrzebna, wiedzieć, że jedyna. Chcę się z Tobą drażnić, pokłócić... Tylko po to, by później się czule pogodzić... I tęsknić wiedząc, że i Ty tęsknisz...

Mam ochotę na wyjazd nad morze. Spacer, ziarenka piasku pod stopami, szum fal, przeszywający wiatr i to piękne niebo... Samotnie... albo z przyjaciółmi, ale cóż, za młodzi jesteśmy. Życzę udanych wypraw i przyznaję się do zazdrości.

Moi nowi towarzysze: rower oraz iPod, polecam.

I could really use a wish right now...

PS Dziękuję, że jesteście.

czwartek, 8 lipca 2010

The Orange Girl (2).

Czym jest ta wielka baśń, w której żyjemy i którą każdemu z nas dane jest przeżywać zaledwie przez krótką chwilę? Być może teleskop kosmiczny pewnego dnia pomoże nam choć trochę lepiej zrozumieć naturę tej baśni. Może daleko za galaktykami istnieje odpowiedź na pytanie, czym jest człowiek.

Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem. Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią. Ktoś, kto jeszcze tego nie zrozumiał, być może pojmie to dopiero wtedy, gdy baśń zacznie się kończyć. Wówczas człowiek ma ostatnią szansę na zerwanie klapek z oczu, ostatnią okazję, by przetrzeć oczy ze zdumienia, ostatnią możliwość, by ulec temu cudowi, z którym trzeba się pożegnać i który trzeba opuścić.

Nikt ze łzami w oczach nie żegna się z geometrią Euklidesa czy z systemem okresowym pierwiastków. Nikt nie roni łez dlatego, że ma zostać odcięty od Internetu albo od tabliczki mnożenia. Człowiek żegna się ze światem, z życiem, z baśnią. Żegna się także z niewielkim kręgiem ludzi, których naprawdę kocha.

Napisałem, że jedną z najbardziej zaraźliwych rzeczy, jakie znam, jest śmiech. Ale zarazić się można również smutkiem. Inaczej jest ze strachem. On nie jest równie zaraźliwy jak śmiech i smutek, to dobrze. Ze strachem jest się niemal całkiem sam na sam.

Boję się wyrzucenia z tego świata. Boję się takich wieczorów jak ten, kiedy nie będzie mi już wolno żyć.

Czasami już tak jest z nami, ludźmi, że gorzej jest stracić coś drogiego, niż nigdy tego nie posiadać.

Marzenie o czymś nieprawdopodobnym ma własną nazwę. Nazywamy je nadzieją.

wtorek, 6 lipca 2010

The Orange Girl.

Wielu ludzi myśli, że gwiazdy na niebie mrugają, lecz w rzeczywistości wcale tak nie jest. To tylko niestała atmosfera stwarza takie złudzenie, mniej więcej tak, jak niespokojna powierzchnia wody może wywołać wrażenie, że kamienie na dnie jeziora kołyszą się i rozmywają.

To szaleństwo, przyznaję, przynajmniej na tyle starcza mi świadomości. Ale jest wigilia. Nawet jeśli epoka cudów minęła, to został nam przynajmniej jeden magiczny dzień, w którym wszystko może się wydarzyć. Naprawdę wszystko. Anieli grają, króle witają, a dziewczyny z pomarańczami krążą po ulicach jak gdyby nigdy nic.

Uroczysta umowa, którą zawarliśmy, była niezwykle prosta i przejrzysta, tylko okropnie trudna do dotrzymania. Ale wszystkie baśnie rządzą się swoimi zasadami, ba, być może to właśnie zasady odróżniają daną baśń od innych. Nigdy nie trzeba rozumieć takich zasad. Trzeba się tylko ich trzymać. Jeśli dzieje się inaczej, obietnice się nie spełniają!

Uświadomiłem sobie, że świat to piękne miejsce. Znów ogarnęła mnie euforia związana ze wszystkim, co mnie otacza. Kimże bowiem jesteśmy my, którzy tu żyjemy? Każdy człowiek na tym placu był niczym kufer skarbów, pełen myśli i wspomnień, marzeń i tęsknot. Sam znajdowałem się w samym sercu mego własnego życia na ziemi, lecz to oczywiście dotyczyło również wszystkich innych ludzi obecnych na placu.

Być może nie istnieje żaden inny rodzaj intymności, mogący konkurować z dwoma spojrzeniami, które spotykają się z mocą i zdecydowaniem, i które całkiem po prostu nie godzą się na oderwanie od siebie.

Gdyby wszystko, co się wydarzyło w historii wszechświata, wcisnąć w schemat czasowy jednej doby, to Ziemia powstałaby dopiero późnym popołudniem. Dinozaury pojawiłyby się kilka minut przed północą. A ludzkość istniałaby zaledwie od dwóch ostatnich sekund...

Coraz częściej używaliśmy zaimka "my". To niezwykła forma. Mówi się: "Jutro zrobię to albo to". Albo zadaje się pytanie, co zrobi druga osoba, czyli "ty". Nietrudno to zrozumieć. Nagle jednak zaczyna się mówić "my" i to z największą oczywistością pod słońcem. "Popłyniemy łódką na Langoyene i będziemy się kąpać?". "A może zostaniemy w domu i poczytamy?". "Podobało nam się to przedstawienie w teatrze?". A pewnego dnia: "Jesteśmy szczęśliwi". Gdy używamy zaimka "my", stwierdzamy, ze dwie osoby wspólnie wykonują jakąś czynność prawie tak, jakby stanowiły jedną złożoną istotę.