Czym jest ta wielka baśń, w której żyjemy i którą każdemu z nas dane jest przeżywać zaledwie przez krótką chwilę? Być może teleskop kosmiczny pewnego dnia pomoże nam choć trochę lepiej zrozumieć naturę tej baśni. Może daleko za galaktykami istnieje odpowiedź na pytanie, czym jest człowiek.
Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem. Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią. Ktoś, kto jeszcze tego nie zrozumiał, być może pojmie to dopiero wtedy, gdy baśń zacznie się kończyć. Wówczas człowiek ma ostatnią szansę na zerwanie klapek z oczu, ostatnią okazję, by przetrzeć oczy ze zdumienia, ostatnią możliwość, by ulec temu cudowi, z którym trzeba się pożegnać i który trzeba opuścić.
Nikt ze łzami w oczach nie żegna się z geometrią Euklidesa czy z systemem okresowym pierwiastków. Nikt nie roni łez dlatego, że ma zostać odcięty od Internetu albo od tabliczki mnożenia. Człowiek żegna się ze światem, z życiem, z baśnią. Żegna się także z niewielkim kręgiem ludzi, których naprawdę kocha.
Napisałem, że jedną z najbardziej zaraźliwych rzeczy, jakie znam, jest śmiech. Ale zarazić się można również smutkiem. Inaczej jest ze strachem. On nie jest równie zaraźliwy jak śmiech i smutek, to dobrze. Ze strachem jest się niemal całkiem sam na sam.
Boję się wyrzucenia z tego świata. Boję się takich wieczorów jak ten, kiedy nie będzie mi już wolno żyć.
Czasami już tak jest z nami, ludźmi, że gorzej jest stracić coś drogiego, niż nigdy tego nie posiadać.
Marzenie o czymś nieprawdopodobnym ma własną nazwę. Nazywamy je nadzieją.
czwartek, 8 lipca 2010
The Orange Girl (2).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz