wtorek, 6 lipca 2010

The Orange Girl.

Wielu ludzi myśli, że gwiazdy na niebie mrugają, lecz w rzeczywistości wcale tak nie jest. To tylko niestała atmosfera stwarza takie złudzenie, mniej więcej tak, jak niespokojna powierzchnia wody może wywołać wrażenie, że kamienie na dnie jeziora kołyszą się i rozmywają.

To szaleństwo, przyznaję, przynajmniej na tyle starcza mi świadomości. Ale jest wigilia. Nawet jeśli epoka cudów minęła, to został nam przynajmniej jeden magiczny dzień, w którym wszystko może się wydarzyć. Naprawdę wszystko. Anieli grają, króle witają, a dziewczyny z pomarańczami krążą po ulicach jak gdyby nigdy nic.

Uroczysta umowa, którą zawarliśmy, była niezwykle prosta i przejrzysta, tylko okropnie trudna do dotrzymania. Ale wszystkie baśnie rządzą się swoimi zasadami, ba, być może to właśnie zasady odróżniają daną baśń od innych. Nigdy nie trzeba rozumieć takich zasad. Trzeba się tylko ich trzymać. Jeśli dzieje się inaczej, obietnice się nie spełniają!

Uświadomiłem sobie, że świat to piękne miejsce. Znów ogarnęła mnie euforia związana ze wszystkim, co mnie otacza. Kimże bowiem jesteśmy my, którzy tu żyjemy? Każdy człowiek na tym placu był niczym kufer skarbów, pełen myśli i wspomnień, marzeń i tęsknot. Sam znajdowałem się w samym sercu mego własnego życia na ziemi, lecz to oczywiście dotyczyło również wszystkich innych ludzi obecnych na placu.

Być może nie istnieje żaden inny rodzaj intymności, mogący konkurować z dwoma spojrzeniami, które spotykają się z mocą i zdecydowaniem, i które całkiem po prostu nie godzą się na oderwanie od siebie.

Gdyby wszystko, co się wydarzyło w historii wszechświata, wcisnąć w schemat czasowy jednej doby, to Ziemia powstałaby dopiero późnym popołudniem. Dinozaury pojawiłyby się kilka minut przed północą. A ludzkość istniałaby zaledwie od dwóch ostatnich sekund...

Coraz częściej używaliśmy zaimka "my". To niezwykła forma. Mówi się: "Jutro zrobię to albo to". Albo zadaje się pytanie, co zrobi druga osoba, czyli "ty". Nietrudno to zrozumieć. Nagle jednak zaczyna się mówić "my" i to z największą oczywistością pod słońcem. "Popłyniemy łódką na Langoyene i będziemy się kąpać?". "A może zostaniemy w domu i poczytamy?". "Podobało nam się to przedstawienie w teatrze?". A pewnego dnia: "Jesteśmy szczęśliwi". Gdy używamy zaimka "my", stwierdzamy, ze dwie osoby wspólnie wykonują jakąś czynność prawie tak, jakby stanowiły jedną złożoną istotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz