piątek, 5 czerwca 2009

Angels and Demons.

Uh, ale zmęczona jestem. Jednak muszę opisać dzisiejszy dzień! Wycieczka, z Alą w autokarze. Rozmowa się kleiła. Aliszia trochę fruwa i chodzi po niebie. Maciek przyniósł wczoraj starą płytę ZETki, ale jest kilka fajnych piosenek: Fix You (Coldplay!), Skłamałam, Mój itd. Umuzyczniam się. Ale nie o tym miało być. W Muzeum Wojska Polskiego (tak niedaleko była Bitwa pod Grunwaldem!) trochę nudnawo, ale krótko i w miarę sprawnie, więc dopsz. Staliśmy kilkanaście minut na dworzu, a zimno było! Potem do Złotych Tarasów jechaliśmy. Ala otwierała moje żelki i ... dwie udało mi się zjeść, bo reszta... się rozsypała! Przed seansem mieliśmy 40 minut czasu wolnego, więc rzuciliśmy się na KFC. Wzięłam Jogo-fruta, dziewczyny też (plus frytki). Jak można tam było wsadzić zamrożone truskawki? Błagam! Potem na Anioły i Demony. Jak dla mnie - świetny film. Hanks, McGregor (dopiero Maciek mnie uświadomił). Trzymał w napięciu. Pozory myliły w tym filmie. Nie napiszę, co jeden pan robił w samochodzie (sama tego nie widziałam, ale inni-owszem), niepoważny był, ale takie mieli z tego brechty na tylnych siedzieniach, że RZE.
Aliszia wraz z Duśką odprowadziły mnie na angielski, byłam ok. 16.40, więc szybko zleciało. Potem szybko samochodem do domu i na wernisaż do Muzeum Nałkowskiej. Nie trwał on tak długo, jak się spodziewałam. Dziewczyny czekały na mnie przed wejściem: Aliszia i Duśka (której miało tam nie być, ale dopsz, że przyszła). Program trwał ok. godziny, szybko zleciało. Było jedno. ekhem. bezczelne zajście. Mianowicie, nasz były pan dyrektor przyszedł po koniec wernisażu i zaczął rozdawać swoje wizytkówki, jako kandydat do europarlamentu. Dobra. Origami, obrazy - cudne, naprawdę. Zresztą, kolczyki naszej pani od matematyki też, a tego bym się akurat nie spodziewała. Powiedziałyśmy z dziewczętami kulturalnie Dzień dobry mojej ulucionej pani od polskiego, miło. Kurcze, fajnie było. Jutro Upiór, razem z Alą jedziemy wcześniej (i dobrze Wam tak!), ale na miejscu, w teatrze kiepska ekipa będzie. Pominęłam pewnie coś, o czym chciałam napisać, ale dobra (dobra, nic, cześć, pś). Nic nie wyjaśniam, możecie nie zrozumieć. Powinniście jedynie wiedzieć, że fajnie było. Pogadałyśmy sobie w drodze (na około!) powrotnej z Duśką, która poszła na house'a na House'a. Chaotyczny ten wpis, bardzo, wybaczcie, to z emocji i zmęczenia. Może za bardzo się cieszę? Ale chyba warto dla takich chwil. A teraz zmęcznie bierze górę. Jeśli mnie zrozumieliście, to serdecznie Wam gratuluję.

Jestem w podtekście, mieszkam gdzieś. W przenośni chowam się.

PS. Próba csp (stała nazwa!) przełożona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz