środa, 3 czerwca 2009

Bo nawet Anioły się zakochują.

Mam pozostawić bez komentarza? Ale ja tak bardzo się cieszę! Fruną, fruną do góry.
Trochę za późno się zebrałam na ten wpis, ale ja to ja. Zakochani. Tak, chyba fajnie jest być zakochanym. I chyba ja coś o tym wiedziałam.
W szkole luz. Wolne lekcje. Moje codzienne zajęcie z Alą: piszemy tekst jakiejś piosenki, rysujemy kwiatki, dajemy drzeć kartkę Duśce, a potem sklejamy ją taśmą. Świetne, polecam! Chyba znalazłam wspólny język z Aliszią.
Jutro 5 lekcji, szybko zleci. W piątek wycieczka, w sobotę niby odrabiamy coś tam (zamiast festynu, bo w końcu go nie ma!), ale jedziemy na Upiora.
W sumie dopsz jest, aż pisać nie mogę, z emocji?
Kryzys czytelniczy trwa. Chociaż Tam, gdzie spadają anioły coś w sobie ma. Taylor Swift ciąg dalszy. Śpiewam sobie, ostatnio częściej niż zwykle. Czyżby zasługą tego było CSP lub Bass vs bass? Duśka się orientuję. Chcę soboty!
O matko, miałam pisać tematy na ustny, a ja siedzę i palcem nawet nie kiwnę! Bo jestem sobie anonimem, takim maluśkim. Ale skrobnę dziś jeszcze coś po angielsku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz