sobota, 30 maja 2009

Po prostu 30 maja.

Nie pisałam od wtorku? O, jakie luki mam! Chwila wolnego, tj. lepiej by było poczytać, ale wieczorem nie będzie mi się chciało.
Kurcze, dużo czasu trace na kalamburach. No, bo sobie wirtualnie gram. Nie śmiać się, ciekawie jest.
Ale dopsz, W sidłach anoreksji skończyłam. Nie aż tak bardzo poruszające (jak się spodziewałam), ale dużo takich przesłań, 'mądrości'. Zaczęłam parę (dosłownie) stron Tam gdzie spadają anioły Terakowskiej. Polecali ją na Forum Książki. Niezbyt podoba mi się wątek fantastyczny, tzn. pojawianie się aniołów. Praktycznie, na razie, to nic nie mogę powiedzieć. Oczekuję dobrej lektury. Dobrze by było, gdybym w ten weekend przeczytała. Kurcze, rada we wtorek/środę, oceny będą ostatecznie wystawione. Za dwa, czy trzy tygodnie wakacje! Dacie wiarę? (by Viola) Ja jeszcze nie wierzę. Maćko nie jedzie za granicę? Niemożliwe. Już ja mu urządzę wakacje! Ha.
Słucham sobie The Climb. Tak, wiem, że to Miley C. Poprosiłam Żanetę, by mi to przesłała. Gdyby nie to, wcale bym tego nie słuchała. Podoba mi się niski głos Cyrus. Sama chciałabym taki mieć. Rzeźbię.
Wczoraj na ang. siedziałam koło R. Żadnego słowa nie zamieniliśmy, a jesteśmy w parze na ustny z tegoż języka. A właśnie, to teraz mój obowiązek: napisać tematy na ustny. Bo kurczę, na razie nie mamy sprawdzianów/kartkówek zapowiedzianych. Może coś tam będzie, ale nie na ocenę, luz.
Świadectwo z czerwonym paskiem powinno będzie. Cieszę się, myślałam, że będzie masakra, a tu takiej porażki nie ma. Choć trochę olewałam. Nie jestem jeszcze pewna kilku ocen, więc wstrzymuje się z podaniem ostatecznej średniej.
We (we, prawda?) czwartek byłam z Edytą w bibliotece. Wspaniałe zdobycze, ale zebrać się nie mogę, by czytać jednym tchem.
Posłużę się postem na FK:
"Ach, znowu udane łowy.
Atramentowa śmierć - Cornelia Funke. Była cała trylogia, pierwszy raz!
Tam gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska. Polecane przez forumowiczów + tytuł ^^
Przemiana - Margaret Mahy. Tak jakoś.
Piąta Góra - Paulo Coelho. Bo trzeba wreszcie 'spróbować' twórczości tego pana."


Trochę zachmurzone niebo. A w poniedziałek Dzień Dziecka! Bym zapomniała, świetnie! Na Huragan idziemy, może Żanę spotkam. W piątek wycieczka do Muzeum Narodowego i kina na Anioły i demony. Czyli luźny tydzień. O czymś jeszcze miałam napisać, ale wiecie, jak to jest z moją pamięcią i skupieniem. A! Przypomniałam sobie. Dziś party urodzinowe u Sochy. Całej paczce życzę udanej zabawy (without me, of course). Ali pożyczyłam płytę Taylor Swift na weekend. Stwierdzila, że fajna. Muszę jej wydrukować tekst Fifteen.
Teraz już naprawdę idę. Aha, żądam od tego weekendu, by był udany! Może być deszcz albo nawet burza (tak, tak!, choć nie wiem, co na to imprezowicze), herbata, książka. Pięknie.

wtorek, 26 maja 2009

Kh.

Krótko, bo czasu nie mam, tzn. źle rozplanowany. Nieważne. Ważne, że czytam! W sidłach anoreksji. Dziś jeszcze muszę lekcję odrobić (no!), więc jutro skończę, a pojutrze udam się do biblioteki. Pewnie z Duśką (jestem Ci winna rurkę z kremem!), jak Ala załatwi sobie lekcję francuskiego na WOSie, to może i ona się z nami wybierze. Już to widzę: my trzy w bibliotece. Doprawdy, komiczne. Ale pewnie się nie uda. Jutro wf, ale już bez luzu, bo pani podobno jest, a szkoda. Równoważnia (najgorsza!), świeca (luz), biegi: 100 m (obleci) i 400m (nie pobiegnę!).
Biologia. Kartkówka napisana na taką mocną 4. Zapomniałam, jakie są objawy przy niedoborach fosforu. Ze sprawdzianiu z fizyki: 5, cieszę się. Na polskim leń, mam robić te 2 zadania? Nie!
Napisałabym więcej, ale forum książki trza przejrzeć. Bu, jutro napiszę!

niedziela, 24 maja 2009

Zbyt późno.

Jestem, za późno, jak zwykle. Dopiero wieczorem czuć nastrój, jakiś klimat. U mnie tak zawsze. Weekend jak zwykle zabójczo nudny. Nie lubię siebie za to, po prostu nic mi się w niedziele nie chce. Miałam iść na Między, ale nic z tego. Czyli tyłka z domu nie ruszyłam, no, na dwór jedynie na kilkanaście minut wyszłam. Przeszłam się kawałek, poczytałam chwilę. Zaczęłam tą książkę o anoreksji. Śmierć była i łzy. Nie tylko przez tą śmierć ojca bohaterki, nie tylko. Ciężko mi. Nie ma nikogo. Szkoda gadać. Chciałam ponawijać o tym, że głupie jest to, iż w piosenkach Taylor S. mowa tylko i wyłącznie o miłości. Jedna piosenka jest 15 roku życia. Pierwsza randka, ślepa miłość. Mam prawie 15 (rocznikowo, ale mówię, że 14!) lat i nie mam TAKICH problemów. Wybaczcie, o doświadczeniach z chłopami raczej u mnie mowy nie ma. A łzy są raczej z powodu doskwierającej samotności. Koniec na ten temat!
No właśnie, na Między nie poszłam, a to już był (o ile nic się nie zmieniło) ostatni umówiony spektakl. Może to i dobrze (wybaczcie, egoizm), szumu takiego nie będzie. Próbom stop? W sumie tylko miesiąc do końca roku szkolnego został. Tylko miesiąc! Dociera?
Hm. Oglądam sobie codziennie zdjęcia by Sucha. Madź, modelką godną Vouge'a jest. Jak mi proponuje pani fotograf sesję, to twierdzę, że ją gnie. Ale chyba w głębi duszy to chcę, tylko boję się, że nie będę mogła się rozluźnić, nie spełnię oczekiwań. O boż, lęk przed obiektywem. Nie śmiać się! Aa! Biologia we wtorek, ra(ta)tujcie. Muszę Alisi (ja to czytam jako: Aliszi; powiedzcie, że wiecie o co chodzi) i Dżaście napisać notatkę z lekcji, bo mnie by nie rozczytały. To idem sę.

środa, 20 maja 2009

Na serio, czy naprawdę?

To ten. Niby prawie w ogóle lekcji na jutro nie ma i ogólnie luz, ale mało czasu na pisanie, bo późno się za nie zabrałam. Do książek mnie nia ciągnie, no żesz. Taylor Swift ciągle u mnie w głośnikach rozbrzmiewa. Sprawdzian z fizyki - 4 powinnna być, jakby coś więcej postawił, to bym się cieszyła. Fajnie dziś było na wf. Pani nie było, a miałyśmy zaliczać, ale dobra, w sumie to nawet lepiej, bo nie przepadam za tymi szkolnymi ćwiczeniami. Poszliśmy 'na Szklarwę'. Śmiechy, obrażanie się, sprawa z roladkami. Rzuciłam propozycję pół żartem, pół serio, czy Alisia i Carmen, przyszłyby na wieczór Hanny M. I mówię: "Ja już sama nie wiem, czy mówię na serio, czy naprawdę." Ha, no błagam. Jednak najpierw bym chciała ładnie górę urządzić i przede wszystkim na DVD trzeba będzie kupić film bądź z internetu ściągnąć (oczywiście, piractwu stop!), ale nie moja w tym głowa (patrz: iPlus). Krótko trochę, ale nie mam ochoty pisać o pewnych sprawach, z resztą już zmęczona jestem i czasu brak. / Jutro lekcje z panią M. (Eee)

wtorek, 19 maja 2009

Żeby tytuł był po polsku.

O czym to ja... A! Trochę głupio i samotnie w szkole było bez dziewczyn. Jeśli chodzi o lekcje to luz. Sprawdzianu z matmy nie było i pani, ale to w miarę dopsz, chociaż nudno. Na przerwach trochę muzyki. I warto zaznaczyć napis na różowej koszulce Madź.: "elosz, WOJAK jestem i nie lubię różowych koszulek"+ czołg, serio. Od kogo mogła ją dostać? Pytanie za 10 punktów. Oczywiście, że od Suchej. Świetny prezent (bo chyba na urodziny), przynajmniej jak dla mnie.
5- i 5 z chemii. Uf, 4 mi wystawi.
Swoją drogą, odczuwam brak zajęć. Angielski jest, ale to stanowczo za mało. Tak, i ja to mówię! Powoli sobie obmyślam, gdzie by można się zapisać. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam (mój intelekt, ta). Druga klasa to w miarę luz, a w 3 testy będą. Potem liceum, więc trzeba korzystać. Aż się pytałam dziś J., czy nie wie o jakichś zajęciach w czasie wakacji. Nie zwariowałam, nie żartuję! A nawet jeśli oszalałam, to już dawno, więc proszę się nie czepiać.
Jak zwykle we wtorki, od powrotu nic jeszcze nie zrobiłam. A nie, sori, jadłam! Tak to jest, w poniedziałki mam zawsze szybko wszystko robię, bo wiem, że mam zajęcia i muszę się streszczać. I to jest fajne, bo pod wływem wielu obowiązków człowiek lepiej organizuje sobie czas. Nie narzekałabym, gdybym czytała.
[Tylko, że ja się przecież opuściłam. No tak, powtarzajcie mi to.] Akurat teraz już się moi koledzy z klasy przyzwyczaili. Nieważne.
Człowiek docenia coś dopiero, gdy to straci. Bądź kogoś. W szkole dziś zamyślona byłam.
Kończę, chciałam napisać, to mi coś daję. Chodzę tylko i czekam aż będę mogła tu coś nabazgrolić. I chociaż wyjdzie nieskładne, niezgrabne, trochę niezrozumiałe, to przynajmniej moje. Jednak, swoją drogą, wolałabym, gdyby było zrozumiałe. / Jutro wf, ugh.

poniedziałek, 18 maja 2009

Nawias kwadratowy.

Bo pisać trzeba. Tak szybko tego bloga nie pozostawię, mam nadzieję. Jak na razie, adres zna tylko Maciej i Ala, ale mam w planach jeszcze parę osób. Miło jest pisać dla siebie, ale też wiedzieć, że ktoś życzliwy tu zagląda. Od wczoraj myślałam tylko, żeby napisać nową notkę. Ach, uzależniona od internetu? No, nieważne, nie chcę takich kwestii.
Taylor Swift ciąg dalszy, płyta Fearless, którą przegrywam Ali? Mhm. Obecnie mam głód muzyczny. A gdzie się podział czytelniczy? Gdzieś leży na samym dnie, ale trzeba go wydostać, pomóc mu wyjść na powierzchnię! Nie może tak być, że nic nie czytam. Dopsz, że muzyka jest chociaż.
Co w szkole? 5 godzin lekcyjnych spędzonych na oglądaniu Przeminęło z wiatrem. Nie obejrzeliśmy do końca, ale łez nie było. Chłopcy się nudzili - nie dziwię im się. Mnie też po 2 godzinach trochę znudziło, ale potem odzyskałam chęć. Czyli, dzień wolny, bo na muzyce referaty (sztuczne uśmieszki, sz). Za wolno piszę, a odpowiedzi miałam wszystkie, mój refleks. A właśnie teraz coś o Między. Matko, wciąż coś przy tym spektaklu załatwiają. Ja nie wiem, ile można, to aż irytujące. Sori, Alisia i Carmen. Jeszcze nie wiem, czy się wybiorę w niedzielę. Może jakbym kogoś wzięła, pomyśli się. Póki co, wf w środę, masakra.
Chyba już kończę, bo nie będę pisała o tym, jakbym się chciała zmienić. Nie, stanowczo nie ta pora. Co jeszcze dziś? Może zrobię schemat na technikę, może napiszę recenzję na polski. Jutro popołudnie wolne, dziś ang. Mam wrażenie, że czasem tam udaję kogoś, kim nie jestem. Tzn. nie wycofuję to. Jestem sobą i lubię na angielskim być sobą. Jak ja przeżyje dwa miesiące wakacji bez mojego języka obcego? Trochę się poedukuję sama.
Nastrój średni, ale 'dobra, nic, cześć'.

PS. Co to za tytuł wpisu? Żadnej matematyki tu nie chcę!

niedziela, 17 maja 2009

Na dobry początek.

Jeszcze nie wiem, co z tym blogiem będzie. Pozostawiłam już wp, czy na zawsze? Zbliżają się wakacje, więc będzie czas na pisanie, a i w weekendy szkolne znajduję chwilę. Kurcze, dopiero, co założyłam nowe konto i bloga, a już mi się tu podoba. Ha. Klimat jest. O czym będę tu pisać? O wszystkim, jak zawsze. O muzyce, książkach i moim świecie. Albo nie do końca moim. Ten mój własny jest krainą, w której jestem lubiana i fajna. Sami widzicie, że jest daleki od tego, w którym teraz żyję. Przyjaciółek już nie ma, są koleżanki, ale ciężko bez takich 'psiapsiół' od serca. Trzeba się trzymać. Czytać! No właśnie, przechodzę kryzys czytelniczy. Co z muzyką? Coldplay'a nie słucham. Teraz Taylor Swift. No co, płytę w Empiku nabyłam. Jak się Alka zachwyciła w SMSie.

Ciekawe, co ze średnią w tym roku będzie. Chciałabym mieć ten czerwony pasek, a tu... cienko to widzę. Mało czasu do końca. Pochodzi się miesiąc, półtora, a potem... wakacje. Góry + Słowacja + Pińsk na Białorusi. Może tak źle nie będzie. Mam nadzieję, że w te dwa miesiące nadrobię zaległości w czytelnictwie. Trochę zdjęć porobię. Dopsz, to tylko taki początek. Dobry czy niedobry?

Zastanawiam się, co z publikacją. Chcę, żeby parę osób tu zaglądało, ale jeśli będę miała ochotę ponarzekać, powyżywać się? Znowu nie będę mogła pisać całej prawdy. Jednak miło by było, gdyby ktoś to czytał, coś sam napisał w komentarzu, odniósł się jakoś. Niektórzy może przez to lepiej by mnie poznali? Nie, no, nie myślę o jakimś szerokim gronie. No, bo co? Kubie np. mam dać? Nie będę się tu nad tym głowić.

Co dziś będzie robić panna Karolina?
Muzyka, słucham, słucham. Taylor Swift, Gorillaz. Zajrzę do lekcji, czegoś się pouczę. Trzeba się postarać, najwyższa pora. Czytanie? Oj, chyba nie. W tym momencie przyczyniam się do niskiego poziomu czytelnictwa w naszym kraju! Wyobrażacie to sobie? Skandal! Maćko zaraz mnie odwiedzi. Ach, mój głód muzyczny zaspokoi. Dziękuję Ci, kultura. Żegnać się będę, w dość dobrym nastroju, bo to blogspot! Klasa. See ya.