Jestem, za późno, jak zwykle. Dopiero wieczorem czuć nastrój, jakiś klimat. U mnie tak zawsze. Weekend jak zwykle zabójczo nudny. Nie lubię siebie za to, po prostu nic mi się w niedziele nie chce. Miałam iść na Między, ale nic z tego. Czyli tyłka z domu nie ruszyłam, no, na dwór jedynie na kilkanaście minut wyszłam. Przeszłam się kawałek, poczytałam chwilę. Zaczęłam tą książkę o anoreksji. Śmierć była i łzy. Nie tylko przez tą śmierć ojca bohaterki, nie tylko. Ciężko mi. Nie ma nikogo. Szkoda gadać. Chciałam ponawijać o tym, że głupie jest to, iż w piosenkach Taylor S. mowa tylko i wyłącznie o miłości. Jedna piosenka jest 15 roku życia. Pierwsza randka, ślepa miłość. Mam prawie 15 (rocznikowo, ale mówię, że 14!) lat i nie mam TAKICH problemów. Wybaczcie, o doświadczeniach z chłopami raczej u mnie mowy nie ma. A łzy są raczej z powodu doskwierającej samotności. Koniec na ten temat!
No właśnie, na Między nie poszłam, a to już był (o ile nic się nie zmieniło) ostatni umówiony spektakl. Może to i dobrze (wybaczcie, egoizm), szumu takiego nie będzie. Próbom stop? W sumie tylko miesiąc do końca roku szkolnego został. Tylko miesiąc! Dociera?
Hm. Oglądam sobie codziennie zdjęcia by Sucha. Madź, modelką godną Vouge'a jest. Jak mi proponuje pani fotograf sesję, to twierdzę, że ją gnie. Ale chyba w głębi duszy to chcę, tylko boję się, że nie będę mogła się rozluźnić, nie spełnię oczekiwań. O boż, lęk przed obiektywem. Nie śmiać się! Aa! Biologia we wtorek, ra(ta)tujcie. Muszę Alisi (ja to czytam jako: Aliszi; powiedzcie, że wiecie o co chodzi) i Dżaście napisać notatkę z lekcji, bo mnie by nie rozczytały. To idem sę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz