poniedziałek, 13 lipca 2009

Dzień dobry, kocham Cię!

Na początku chciałam podkreślić złość na samą siebie oraz własną głupotę (apel, apel!). Miałam dość długi (i nawet interesujący) wpis w Wordzie, ale jako mądra istota NIEchcący go nie zapisałam i … ‘kiszka’. Moja irytacja i bezsilność sięgały granic. Witaj, moje cholerne szczęście! Dobrze, ale to było wczoraj, już zdążyłam ochłonąć. Aby jakoś to wszystko ‘ogarnąć’ i nie zapomnieć o czymś ważnym/bądź mniej ważnym, punkty:
1) Jogging z Maćkiem, który wygląda następująco: 20 minut biegania, godzina spaceru, rozmów, śmiechu. Świetnym na to miejscem jest pobliski, wołomiński las. Mam nadzieję, że do wyjazdu Maćka (bleh) nadal tak będą wyglądały nasze poranki. Oprócz tego praktycznie codziennie się spotykamy. A dlaczego tak często (oczywiście pomijając naszą dozgonną przyjaźń xp)? Nie ma Aliszi (parz: punkt 2) ani Alexis (nie, nie tej z polskiego fandomu SW). Obie wyjechały na Mazury, ale niebawem wracają. Chwała im za to?
2) Jeśli mowa o Ali, to muszę napisać, że ubolewam nad jej wyjazdem, jednocześnie ciesząc się, gdyż bawi się (wiem, wiem!) świetnie. Odbyłyśmy wczoraj 12-minutową rozmowę (komórka-dobra rzecz). Gadałam, trajkotałam, nadawałam. Zdążyłam jej opowiedzieć o najistotniejszych sprawach. Ze względu na koszt naszej ‘gadki’ poniesiony przez Alę, następnym razem dzwonię ja. Przy okazji dowiedziałam się, że moja szanowna koleżanka zawita w Wołominie 17 lipca! ‘Zaciesz’. Oczywiście jestem na tyle bystra, że nie spytałam, NA ILE przyjeżdża. Stuk-puk! Nieoficjalnie wiem, że na parę dni, co jest z kolei smutną wiadomością.
3) Duś. Spotkałyśmy się w sobotę. Freszcie! (fresh) Trudno było nam zorganizować to spotkanie, ale w końcu doszło do skutku. Nie ma to jak 50 gier i nim-dwa-żujki! Dziś ‘urodziny’ w pizzerii. Zapowiedziałam, że Dytuś ‘umrze’ po ujrzeniu prezentu. Mam nadzieję, że sprostam tym wymaganiom. Widzisz, Dytuś, nareszcie jest coś o Tobie! Problemem okazało się opakowanie owego prezentu. Następnym razem kupię coś bardziej ‘wymiarowego’. Tymczasem muszę męczyć się z ozdobnym papierem.
4) Tym punktem miała być muzyka, która stała się dla mnie nieodłączną częścią życia, ale o niej w następnym wpisie (tak myślę).

The end punktów. Teraz bonus: nabyłam dziś pewien magazyn. Mianowicie: Wróżka. Wiem, jestem dziwna. Poczytam sobie.

Do widzenia, kocham Cię!

PS. Tytuł wpisu jest jednoczeście tytułem piosenki Strachów, więc proszę nie doszukiwać się podtekstu, choć pamiętajcie:

Jestem w podtekście mieszkam gdzieś w przenośni chowam się

1 komentarz:

  1. A gdzie kundel?! Bez kundla? :(
    Anty książka xD
    Napierniczak, o spotkaniu też nic!
    Wiesz co?! :(

    OdpowiedzUsuń