niedziela, 26 lipca 2009

O AP.

Wchodzę sobie kulturalnie na bloga, a tu Aluś, Duś i Minius. W komentarzach, rzecz jasna. Dopsz, to ja nadrabiam zaległości.
Aliszia. 'Sprawa z M. zamknięta' oznaczało, że koniec z pisaniem o tym na blogu. Przynajmniej tak wprost. Nie martw się, żaden the end znajomości. Faktycznie, przez te Twoje wyjazdy zostajesz w tyle z newsami , ale razem z Duśką Cię uprzedzałyśmy! Jednak czekam z utęsknieniem aż wrócisz i pokażesz mi Wrocław, choć na zdjęciach!
Duś, moja jedyna modelko, nie marudź, bierz się w garść, załatwiaj czerwoną szminkę i plener wśród róż! A ja i mój gniot (o aparacie mówię, rzecz jasna) zajmiemy się resztą. Spodobała mi się opcja makro i teraz okupuję wszelkie zboża i kwiaty. Nie będę narzekać (głośno) na mój sprzęt. Fotografuję.
No tak, znowu bym zapomniała. Aqua Park. Na samą myśl o naszej wyprawie do Warszawy dostaję ataku śmiechu. W skład tegoż wydarzenia wchodziły następujące istoty ludzkie: Duś, Klaudia, Norbert oraz moja skromna osoba. Jedyny rodzynek wśród dziewczyn dostał mapę od swojego kolegi, pana K. Podążliśmy wyznaczoną trasą. Kiedy doszliśmy na ulicę Wpsólną doznaliśmy szoku. W miejscu rzekomej Wesolandii (Aqua Park) stało Ministerstwo Infrastruktury. Norbert stwierdził, że zaje... (ukradli) nam Aqua Park. Słysząc to, jakiś Pan X (Klaudia mówi, że taksówkarz) zaofiarował nam, ale wyszły z tego nici. Norbert pytał więc o drogę przechodniów, ale nikt nie miał zielonego pojęcia o żadnym Aqua Parku. W końcu napisałam do M. (a zasadzie zumi, jednak musiałam wspomnieć), który podał nam drogę do najbliższego Aqua Parku od Marszałkowskiej. Rondo Dmowskiego, Plac Defilad. Duś nie była pewna, ale prowadziła nas w stronę Grobu Nieznanego Żołnierza. Przebyliśmy już sporą trasę, kiedy wyrosła przd nami duża mapa Warszawy. Patrzymy i doznajmey szoku. Nie ten plac, nie ta droga. W między czesia Klaudia zadzwoniła jeszcze do swego rodziciela. Najgorsze jest to (jakaś ironia, normalnie), że nawet policja pomyliła Plac Defilad z Placem Piłsudskiego. Stoimy pod tą reklamę, zrezygnowani, spoceni, podirytowani, ale zwaracamy. Zachodzimy do EMPiKu w poszukiwaniu jakiegoś pobliskiego (cholernego) Aqua Parku. Norbert załatwia to z sympatyczną pracowniczką informacji. Nic. W między czasie SMS do M., telefon do brata Duśki i do mojej mamy. Nowy Aqua Park namierzony. Autobus i do centrum. Wiedzieliśmy, jak mniej więcej mamy iść, ale o konkretach mieliśmy się dowiedzieć w kinie Praha. W owym centrum kultury padł tekst dnia: W Warszawie?! W Warszawie nie ma żadnych Aqua Parków! Są baseny, ale zamknięte na lato. My w śmiech. Ostatecznie sama doprowadziłam całą kompanię na basen, jak się okazało. Duś rzuca tekst: Jesteś Wielka! Podchodzimy do wejścia niesamowicie szczęśliwi, a tu nagle: Basen do końca lipca zakmnięty. Mieliśmy tego dosyć, zachaczyliśmy o sklep (pragnienie!) i z powrotem udaliśmy się na przystanek. Gniew, zmęczenie, irytacja, pojazd. Nie mam więcej siły, by o tym pisać. Aliszia, to tak w skrócie. Uh, o innych sprawach jutro.
Muzyka.
PS. Edit: lipiec z sierpnia poprawiony. ^
Właśnie! Tą tajemniczą postacią, która zrzuciła mi na nogę Colę, była Dusia. W tym miejscu serdecznie ją pozdrawiam ;D. Nie zdziwiłabym się, gdyby w najbliższym czasie jakaś butelka Nestea spadła pannie Edycie na nogę. Dopsz, już nic nie mówię!

3 komentarze:

  1. Basen zamknięty do końca lipca, ale mniejsza o to.
    Uśmiałam się, kiedy to czytałam. Ach, te wspomnienia. ;D
    A w sklepie ktoś (kto? ja chyba nie znam tej soby. ^^) przypadkowo zrzucił Ci na noge colę...
    Alka może tylko żałować, że jej wtedy nie było.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i po co ja ci przypominałam.
    Ałć. Już mnie boli noga. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, ciekawa historia:D
    Wrocławia niestety nie pokażę... Aparatu nie miałam, ale nie z mojej winy! (G!) Żałuję, Dytuś, żałuję:) Czekam na zdjęcia na trawce. Chociaż kłosy też mogą być ciekawe. Szczególnie z Dytuś w tle, nic złego nie mam na myśli:)

    OdpowiedzUsuń