czwartek, 30 grudnia 2010

I am a zombie.

Myślę, że ten zaniedbany blog to dobra przechowalnia cytatów. W święta zatęskniłam do słowa pisanego. I tak chęć czytania przywiodła mnie do biblioteki. Oczywiście nie było większości pozycji, które chciałam zagarnąć, więc wyniosłam tylko (albo aż) Wystarczy, że jesteś M. Gutowskiej-Adamczyk oraz Gwiezdny pył N. Gaimana. Tę pierwszą, dość... nastolatkową, udało mi się przeczytać we wczorajsze popołudnie. Mimo standardowego tematu miłości, sądzę, iż to dobra książka na początek powrotu do czytania. Zdaję sobie sprawę, że to może się nie udać, ale czasem (tylko czasem) warto próbować. Znam nawet powód ewentualnej porażki, mianowicie brak czasu lub po prostu lenistwo. Dobrze, przestaję pisać od rzeczy, przejdę zatem do cytatów.

Chcesz miłość zatrzymać na zawsze? To chyba niemożliwe, bo zawsze to trwanie, trwanie to czas, a czas to zmienność. Spróbuj cieszyć się miłością właśnie dlatego, że jest tak krucha i krótkotrwała. Żyj dniem dzisiejszym, nie wiecznością, to pozwoli Ci uniknąć rozczarowań.

Przykro mi bardzo, ale czy lepiej nigdy nie kochać i nigdy nie cierpieć? Czy cierpieć, ale poznawszy smak miłości? Jak mamy wiedzieć, że coś jest słodkie, jeśli nie poznamy goryczy?

Miłość to zawsze czyjaś krzywda. Jest skrajną postacią egoizmu, choć dalibyśmy głowę, że, przeciwnie, kochając, stajemy się altruistami. Tymczasem nic bardziej mylnego.

Parsknęłaby śmiechem, gdyby ktoś spróbował jej wytłumaczyć, że szczęście nie jest prezentem od losu, lecz umiejętnością, którą się nabywa z wiekiem i która polega na poznaniu granic. Nie uwierzyłaby, że szczęście można i należy świadomie budować, chronić, a przede wszystkim odnaleźć w sobie pośród tysięcy nieważnych myśli, zbędnych pragnień i pozbawionych sensu nadziei. Że znajduje się ono gdzie gdzieś w sercu czy głowie, tuż obok zgody na siebie, tworząc z nią nierozerwalny związek.

Bo cudze szczęście jest zawsze piękniejsze od własnego.

Ale dziś wiedziała już, że ból, choćby najbardziej dokuczliwy, w końcu słabnie. I że wszystko można przetrwać. Był to niespodziewany wynik akcji pod tytułem: "Dostaję kopa w tyłek". Przy czym kop to przenośnia, a tyłek symbolizował uczucia.

Oczywiście rozgrywało się to tylko w wyobraźni, ale z wyobraźnią nie wygra żadna siła. Żadna bomba się z nią nie równa, skala jej rażenia jest nieskończona. Zdolna budować i burzyć wszechświaty, wyobraźnia ma w sobie coś magicznego i przerażającego zarazem.

Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nie osunąć się w przepaść lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę?

sobota, 4 grudnia 2010

Słońce.

I nie chodzi mi o wojnę
Nie to że bucha ogień a ty spisz spokojnie
Nie to że nie rusza cię deszcz gumowych kul
Ni spacer drogą pośród minowych pól

Ale kiedy mówisz do mnie słońce
Traktuję to co nieco opacznie
Ty jesteś jednym a ja drugim końcem
Daleko nam do siebie strasznie...

I nie chodzi mi o spokój
Nie to że trzeszczą ci brwi kiedy wszystko wokół śpi
Nie to że twe myśli dalekie od mych rąk
Jak iskra nieboża pośród zakurzonych ksiąg

piątek, 5 listopada 2010

NOBODY SAID IT WAS EASY.

TO CHUJOWE ŻYCIE MIAŁO NAWET KIEDYŚ SENS.

Come on, my star is fading
And I swerve out of control
If i, if I’d only waited
I’d not be stuck here in this hole
Come here my star is fading
And I swerve out of control
And I swear I waited and waited
I’ve got to get out of this hole

But time is on your side
Its on your side now
Not pushing you down and all around
It’s no cause for concern

Come on, oh my star is fading
And I see no chance of release
And I know I’m dead on the surface
But I am screaming underneath

And time is on your side
Its on your side now
Not pushing you down
And all around, no
It’s no cause for concern

Stuck on the end of this ball and chain
And I’m on my way back down again
Stood on a bridge, tied to the noose
Sick to the stomach
You can say what you mean
But it won’t change a thing
I’m sick of the secrets
Stood on the edge, tied to a noose
You came along and you cut me loose
You came along and you cut me loose
You came along and you cut me loose

piątek, 29 października 2010

happysad.

To, co było kiedyś, nie wraca. Jeżeli coś tracimy, to na zawsze. Jeśli coś wraca, to w kawałkach lub we wspomnieniach. Dlatego warto trzymać coś, na czym nam zależy do ostatnich sił, bo do odzyskania tego potrzeba znacznie więcej. Lepiej skupiać się na tym, co dzieje się teraz, ale czasem zbyt trudno jest zapomnieć o przeszłości, a wspomnienia zamknąć w słoiku. Pytanie: co stanie się z tym szklanym naczyniem? Odłożymy je na bok, czy wyrzucimy, jak najdalej? Gdybym pozbyła się słoika od razu, pewnie wszystko wyglądałoby inaczej. Jak? Po prostu inaczej. Mogłabym pisać o tym w kółko, ale to nie ma sensu.
Próbuję koncentrować się na TERAZ. Jestem świeżo po integracji i odczuwam pozytywne emocje. Ten wyjazd był potrzebny IE. Hitem stał się kawałek Waka, waka, który nie opuszcza moich myśli i nie schodzi z moich ust od kilku dni. Mam nadzieję, że ta miła atmosfera utrzyma się przez długi czas.
Dotychczas swój stan określałam pustkowiem duszy. Może lepiej, kiedy mi nie zależy?
Będą lata tłuste i gorące, ale też nieklejące się wcale, poprzecinane deszczem, pozalepiane żalem, ale trzymajmy się razem, ale kochanie, damy radę, ale trzymajmy się razem...
ale nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle...

piątek, 22 października 2010

No love, no glory.

Cicho... sza
Cicho... sza
Właśnie próbuję odnaleźć swój świat
Kiedy szukasz do mnie drogi
ja Ci chętnie w tym pomogę
I może kiedyś się dowiemy
czego tak naprawdę chcemy
Nie zagłuszaj ciszy
może siebie w niej usłyszysz...


And so it is, just like you said it would be
Life goes easy on me, most of the time
And so it is, the shorter story
No love, no glory, no hero in her skies
I can't take my eyes off of you
And so it is, just like you said it should be
We'll both forget the breeze, most of the time
And so it is, the colder water
The blower's daughter, the pupil in denial
I can't take my eyes off of you
Did I say that I loathe you?
Did i say that I want to leave it all behind?
I can't take my mind off of you, my mind 'til I find somebody new...


Za późno lub za wcześnie, by z sobą być...

niedziela, 1 sierpnia 2010

Nikt tak pięknie nie mówił...

Obecnie zapoznaję się z albumem Bułgarskie Centrum Pidżamy Porno, ale muszę wspomnieć o twórczości Angusa i Julii Stone, która mnie oczarowała, a to za sprawą cudownego utworu Babylon. Powoli płynące dźwięki, ciepły głos Angusa i piękne słowa tworzą wspaniałą całość. Niektórym może się to wydać śmieszne, ale w zestawieniu z teledyskiem, Babylon doprowadził mnie do łez. Urzekło mnie szczęście, choć ulotne. Beztroska, a zarazem bezpieczeństwo odczuwalne w towarzystwie bliskiej osoby, zaufanie. Miłość. Tak, to banalne: love is in the air. Ciepłe, oddane spojrzenia dwojga kochających się istot, a potem... rozpacz w ich oczach i No, I don’t want to be alone.

Wakacje w pełni, ha. Cóż, udało mi się wyjechać na kilka dni. Zwiedziłam skrawki Krakowa oraz Słowacji, a zatrzymałam się w Zakopanem. Czas szybko minął, ale miło i dość aktywnie (!) go spędziłam (let’s go on a holiday, to burn this town). Może wybiorę się jeszcze z mamą na parę dni do babci. Mam również nadzieję, że poznam osobiście Krzysztofa pod koniec sierpnia, a we wrześniu zagoszczę w Bydgoszczy.

Wypełniam czas, udając się na przejażdżki rowerowe. Jeśli samotne, to koniecznie z iPodem! Poza tym, tradycyjnie często można mnie spotkać online. Mam wrażenie, iż można byłoby tu użyć określenia uzależnienie, ale... nie dbam o to, bo (letnie usprawiedliwienie) mamy wakacje!

Obejrzałam dziś Amelię, po raz drugi. Mimo irytujących momentów, film nastraja mnie pozytywnie. Trzeba łapać szczęście, a nie uciekać przed nim albo się go bać. Jutro czas na Diabeł upiera się u Prady z M. Streep i A. Hathaway.

Od wczoraj (ponownie) można mnie spotkać na lastfm. Cóż, zapewne niebawem znowu przyda się określenie uzależnienie, ale... ja się tego wyrzekam.

Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Airplanes.

Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars? I could really use a wish right now...

Od pewnego zdarzenia wmawiam sobie, że muszę cierpieć, bo tak bardzo kogoś zraniłam. Zresztą wciąż zadawałam ból. Czułam/czuję, że nie mogę być szczęśliwa, jeśli ktoś inny nie jest i to przeze mnie. Jestem winna, ale trzeba żyć dalej. Dla kogoś. Dla bliskich. Dla muzyki. Zawsze w środku mnie będzie to poczucie winy, ale obiecałam, że spróbuję zmienić nastawienie do szczęścia. Do szczęścia, które dzielę ze swoimi Przyjaciółmi. Czasem mam wrażenie, że lubię cierpieć, dostaję to, co innym ofiarowałam. Spróbuję się zmienić, dla kogoś.

Specyficznie na FB: Czasem po prostu chciałabym się do Ciebie przytulić, bez żadnego konkretnego powodu. Pójść do parku, gdzie w promieniach słońca mienią się różnymi kolorami jesienne liście. Usiąść pod drzewem, patrzeć w niebo. Powiedzieć coś, cokolwiek, bo wiem, że mogę rozmawiać z Tobą... o wszystkim. Spojrzeć w Twe oczy... Gładzić dłoń. Dotykać Twej twarzy. Ust . Pocałować. Poczuć się jak mała dziewczynka, bezbronna, bezpieczna w Twych objęciach. Chciałabym zapomnieć o tym, co było. Żyć chwilą obecną. Pragnę usnąć wtulona w Ciebie. Obudzić się kiedyś słysząc z Twych ust moje imię. Czuć, że jestem Ci potrzebna, wiedzieć, że jedyna. Chcę się z Tobą drażnić, pokłócić... Tylko po to, by później się czule pogodzić... I tęsknić wiedząc, że i Ty tęsknisz...

Mam ochotę na wyjazd nad morze. Spacer, ziarenka piasku pod stopami, szum fal, przeszywający wiatr i to piękne niebo... Samotnie... albo z przyjaciółmi, ale cóż, za młodzi jesteśmy. Życzę udanych wypraw i przyznaję się do zazdrości.

Moi nowi towarzysze: rower oraz iPod, polecam.

I could really use a wish right now...

PS Dziękuję, że jesteście.

czwartek, 8 lipca 2010

The Orange Girl (2).

Czym jest ta wielka baśń, w której żyjemy i którą każdemu z nas dane jest przeżywać zaledwie przez krótką chwilę? Być może teleskop kosmiczny pewnego dnia pomoże nam choć trochę lepiej zrozumieć naturę tej baśni. Może daleko za galaktykami istnieje odpowiedź na pytanie, czym jest człowiek.

Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem. Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią. Ktoś, kto jeszcze tego nie zrozumiał, być może pojmie to dopiero wtedy, gdy baśń zacznie się kończyć. Wówczas człowiek ma ostatnią szansę na zerwanie klapek z oczu, ostatnią okazję, by przetrzeć oczy ze zdumienia, ostatnią możliwość, by ulec temu cudowi, z którym trzeba się pożegnać i który trzeba opuścić.

Nikt ze łzami w oczach nie żegna się z geometrią Euklidesa czy z systemem okresowym pierwiastków. Nikt nie roni łez dlatego, że ma zostać odcięty od Internetu albo od tabliczki mnożenia. Człowiek żegna się ze światem, z życiem, z baśnią. Żegna się także z niewielkim kręgiem ludzi, których naprawdę kocha.

Napisałem, że jedną z najbardziej zaraźliwych rzeczy, jakie znam, jest śmiech. Ale zarazić się można również smutkiem. Inaczej jest ze strachem. On nie jest równie zaraźliwy jak śmiech i smutek, to dobrze. Ze strachem jest się niemal całkiem sam na sam.

Boję się wyrzucenia z tego świata. Boję się takich wieczorów jak ten, kiedy nie będzie mi już wolno żyć.

Czasami już tak jest z nami, ludźmi, że gorzej jest stracić coś drogiego, niż nigdy tego nie posiadać.

Marzenie o czymś nieprawdopodobnym ma własną nazwę. Nazywamy je nadzieją.

wtorek, 6 lipca 2010

The Orange Girl.

Wielu ludzi myśli, że gwiazdy na niebie mrugają, lecz w rzeczywistości wcale tak nie jest. To tylko niestała atmosfera stwarza takie złudzenie, mniej więcej tak, jak niespokojna powierzchnia wody może wywołać wrażenie, że kamienie na dnie jeziora kołyszą się i rozmywają.

To szaleństwo, przyznaję, przynajmniej na tyle starcza mi świadomości. Ale jest wigilia. Nawet jeśli epoka cudów minęła, to został nam przynajmniej jeden magiczny dzień, w którym wszystko może się wydarzyć. Naprawdę wszystko. Anieli grają, króle witają, a dziewczyny z pomarańczami krążą po ulicach jak gdyby nigdy nic.

Uroczysta umowa, którą zawarliśmy, była niezwykle prosta i przejrzysta, tylko okropnie trudna do dotrzymania. Ale wszystkie baśnie rządzą się swoimi zasadami, ba, być może to właśnie zasady odróżniają daną baśń od innych. Nigdy nie trzeba rozumieć takich zasad. Trzeba się tylko ich trzymać. Jeśli dzieje się inaczej, obietnice się nie spełniają!

Uświadomiłem sobie, że świat to piękne miejsce. Znów ogarnęła mnie euforia związana ze wszystkim, co mnie otacza. Kimże bowiem jesteśmy my, którzy tu żyjemy? Każdy człowiek na tym placu był niczym kufer skarbów, pełen myśli i wspomnień, marzeń i tęsknot. Sam znajdowałem się w samym sercu mego własnego życia na ziemi, lecz to oczywiście dotyczyło również wszystkich innych ludzi obecnych na placu.

Być może nie istnieje żaden inny rodzaj intymności, mogący konkurować z dwoma spojrzeniami, które spotykają się z mocą i zdecydowaniem, i które całkiem po prostu nie godzą się na oderwanie od siebie.

Gdyby wszystko, co się wydarzyło w historii wszechświata, wcisnąć w schemat czasowy jednej doby, to Ziemia powstałaby dopiero późnym popołudniem. Dinozaury pojawiłyby się kilka minut przed północą. A ludzkość istniałaby zaledwie od dwóch ostatnich sekund...

Coraz częściej używaliśmy zaimka "my". To niezwykła forma. Mówi się: "Jutro zrobię to albo to". Albo zadaje się pytanie, co zrobi druga osoba, czyli "ty". Nietrudno to zrozumieć. Nagle jednak zaczyna się mówić "my" i to z największą oczywistością pod słońcem. "Popłyniemy łódką na Langoyene i będziemy się kąpać?". "A może zostaniemy w domu i poczytamy?". "Podobało nam się to przedstawienie w teatrze?". A pewnego dnia: "Jesteśmy szczęśliwi". Gdy używamy zaimka "my", stwierdzamy, ze dwie osoby wspólnie wykonują jakąś czynność prawie tak, jakby stanowiły jedną złożoną istotę.

środa, 23 czerwca 2010

He ate my heart.

I am finding out that maybe I was wrong
That I've fallen down and I can't do this alone
Stay with me, this is what I need, please...

Mam tendencję do pisania w chwilach słabości, smutku. Właśnie wtedy nachodzi mnie ochota na pozostawienie tu tych negatywnych emocji.

Dziś czuję się dziwnie. Mam wrażenie, że nie może być dobrze zbyt długo. Wciąż myślę, że nie potrafię być z drugim człowiekiem. Nie chcę ranić, nie chcę nikogo tracić. Czy można mieć kogoś na własność? A gdzie w tym wszystkim niezależność? Czy, jeśli istnieje miłość, to nic innego się nie liczy? Kochaj mnie, mimo wszystko. A może niepotrzebnie pieprzę o tej swobodzie? Boję się. A jeśli COŚ nie wyjdzie? Potem padnie zdanie: Pozostańmy przyjaciółmi. Jestem pesymistką, w dodatku zazdrosną. Ale... nie można skazywać CZEGOŚ z góry na niepowodzenie, prawda? Mam w środku mechanizm, który nie pozwala mi powiedzieć: tak, teraz, chcę. Wciąż funkcjonuje odpowiedź: nie teraz albo może kiedyś. Czas porzucić wątpliwości i pesymizm?

Przyjaźń jest (w pewnym sensie) związkiem międzyludzkim, pięknym związkiem międzyludzkim.

Marzy mi się Londyn, więc dobrze, gdybym zdała angielski (dodatkowy, rzecz jasna).

Chciałabym obejrzeć PS I Love You. ♥

sobota, 19 czerwca 2010

Ostatni.

Zastanawiałam się, jak to wszystko ująć...

Gdy Ciebie zabraknie
I ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie
I siebie nie znajdziesz też

Już nigdy nie powiesz mi, jak bardzo kochałeś mnie...


Setki niewypowiedzianych słów, a te, które padły z moich ust ostatnio: cierpienie daje ulgę (?), dają w kość.

Niewyobrażalny ból.

Przepraszam.

Szczęścia Wam (wszystkim) życzę.

Może jutro...

PS Dziękuję A. i E.

piątek, 11 czerwca 2010

Czasem boli aż brak tchu...

Na wstępie dwie przyziemne rzeczy, które mnie niesamowicie irytują:
* nadmiar słońca, a co za tym idzie upał!
* iPlus, tracę cierpliwość!
Poza tym, ostatnio niemal wszystko mnie drażni, zasmuca albo wywołuje inne, niezbyt pozytywne, emocje. Przeraża mnie też wizja 2-miesięcznych wakacji. Podobno głupcy się nudzą, a ja do nich należę, stąd te obawy. Cóż, kreatywność nie jest moją mocną stroną. Chcę fotografować, bo fotografia to dzielenie się emocjami. Smutek i radość, płacz i śmiech, życie i... śmierć. Tak, zdaję sobie sprawę, że Wy też umiecie zestawiać przeciwstawne wyrazy. Nie potrafię całkowicie opisać swoich uczuć. Nie mam siły. Kolejny wpis ukazujący użalanie się nad sobą. Kwestia przyzwyczajenia, prawda? Bez wielkich słów.

Sens? Mój i Twój... Gdzie się podział?

Wiem, czasem boli aż brak tchu,
czasem trudno się samemu ułożyć do snu.
Wiem, można w chwilę stracić dzień,
oddać dużo więcej siebie niż dawać się chce.


Życie to najtrudniejsza sztuka. Labirynt, w którym próbujemy odnaleźć własną drogę, ale wciąż natykamy się na ślepe zaułki albo przeszkody, które czasem staramy się pokonywać, o ile starcza nam sił. Bywa też, że się poddajemy, stajemy w miejscu, ale wtedy przychodzi ktoś, kto podaje nam pomocną dłoń. Czasem mamy ochotę umrzeć, zostawić wszystko i wszystkich i odejść, ale może... warto zaczekać? Usunąć błoto spod stóp i powoli wybrnąć z licznych zakrętów. Wyjść na prostą i nadal szukać tropu... szczęścia. Musimy pamiętać, że błądzić jest rzeczą ludzką. Często cierpimy, płaczemy, umieramy mentalnie, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nam cicho szeptał do ucha: dasz radę. I tego Wam życzę, tego ktosia obok Was.

niedziela, 23 maja 2010

And tell me how I've lost my power/I've been waiting for a miracle.

What a shame we all became such fragile, broken things
A memory remains just a tiny spark


Żalę się:
Ostatnio nie dotrzegam w niczym sensu. Mimo iż mam wspaniałych przyjaciół, czegoś mi brakuje. Czuję niedosyt i pustkę przeplataną smutkiem. Nie mam nawet planów ani wielkich marzeń. Dawniej myślałam o przyszłości, ale po pewnym wydarzeniu uległo to zmianie. Nie wiem nawet, czy mam żyć wspomnieniami. Coldplay nie jest tak blisko mnie, jak wcześniej. Jestem przerażona techniką lustrzanek. Nie palę się do nauki ani trochę, chyba, że chodzi o angielski. Powinnam się postarać. Jestem samolubna i przewrażliwiona. Czasem czuję się totalnie niezauważana. A teraz można się śmiać!
Koniec żali.

Ktoś stwierdził, że sens życia to marzenia.
Ktoś stwierdził, że nie ma sensu istnienia.

Chciałabym zapełnić Twoją pustkę, ale nie mogę. I tak za dużo mnie.

ups, tu coś było

Bez sensu, wiecie ?

Paramore pomaga.

Cause I fear I might break
And I fear I can't take it
Tonight I'll lie awake feeling empty

Some things I'll never know
And I had to let them go
I'm sitting all alone feeling empty


I thought that we'd make it
Because you said that we'd make it through
And when all security fails
Will you be there to help me through ?

piątek, 21 maja 2010

Spadam...

Powoli spadam
W korytarze świateł
W pomruki znaczeń
Spadam
Jakby nie było
Całego świata
Jakby nie było nawet mnie
Nawet mnie...

A może to mój chory sen?
A może śmierć?
A może nie ma
Nie, nie ma
Może nie ma mnie?


Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach
To ja, ten sam
Od tylu lat sam
Bo Ciebie mi brak
Ciebie mi brak

a jutro coś tutaj się pojawi.

czwartek, 6 maja 2010

Euforia i depresja...

Trudno mi zasiadać do pisania po każdej przerwie, ale nie zamierzam dłużej zwlekać. Ostatnio mam niebywałą ochotę tworzenia. Fotografować, pisać! Jednak z drugiej strony czuję... pustkę, a z takim stanem umysłu, czy też ducha, ciężko cokolwiek stworzyć. Profil humanistyczny do czegoś zobowiązuje, nieprawdaż ? A tak poważnie... po prostu pragnę przelania emocji, dla siebie, może dla bliskich. Ostatni miesiąc pachniał stresem, ale - w moim przypadku - chyba nie takim intensywnym. Oczywiście mam na myśli egzaminy gimnazjalne, ale nie chcę rozpisywać się na ich temat. Wiosna się ujawniła! Pierwsze jej dni były niesamowicie słoneczne, ale teraz maj zsyła nam deszcz. Mam nadzieję, że w weekend miesiąc się zlituje, bo zostałam poproszona (czy to była prośba?) o zorganizowanie sesji koleżankom. Obawiam się nieco o mój brak kreatywności. Poza tym, z racji wiosny czekam na moją cudowną modelkę, Dusię! Chcę zielonej trawy i czerwonych maków! Swoją drogą, zabawny jest fakt, iż tańczę Poloneza na próbie, a na balu nie zamierzam. Czyżby wiosna przyniosła odrobinę optymizmu ? To nie kwestia pory roku, a podejścia, czy dystansu do siebie i otaczającej nas rzeczywistości. Dziwi mnie mój optymizm zawarty w tym wpisie. To jednak nie świadczy o tym, iż nie ranię ludzi... Zastanawiam się, czy ktoś słusznie zaważył, iż usunięcie konta na last.fm było uwolnieniem się od przeszłości. I nie mam tu nam myśli tylko i wyłącznie muzyki, chociaż jeśli o nią chodzi, to poszukuję nowych brzmień. Kończę, bo nadal chodzę do szkoły (i nie przepadam za geografią).

Moje serce jest pełne miłości
Moje serce nie chowa urazy
W swojej głowie zaprowadzam pokój


Ufacie miłości ? A właściwie... Co to znaczy ?

Teraz sam na sam ja wraz z krzykiem swym
Tonę w samym środku siebie
Proszę podaj dłoń i wyciągnij mnie
Zanim zacznę myśleć, że to jest już koniec

sobota, 20 marca 2010

Everything that I do reminds me of you (save me from the nothing I've become).

Może to jest zły objaw, może nie ta melodia...

Duś, Co to jest miłość - piękne, tak samo Tylko jesienią.
Jestem specjalistką od psucia spraw wszelakich.
Nie mam siły na nowo kiełkować...
Dopada mnie refleksja na temat nudnego życia, ale... nadchodzi wiosna. Okaże się, czy dobitne promienie słoneczne dobrze na mnie wpływają. Wolę nie myśleć o egzaminach gimnazjalnych, ale przecież chcę się TAM dostać. Mam ochotę na rozwój... fotograficzny. Może wraz z wiosną przyjdą nowe inspiracje, chęci i czas (nadzieja umiera ostatnia).
Czy przeszłość da się oddzielić grubą kreską i pozostawić ją za sobą ? Mam mnóstwo wspomnień, których nie chcę się pozbywać, bo czy właściwie... da się to zrobić ?
Bądźcie szczęśliwi. Tego pragnę, wiecie ? Szczęścia (Waszego). Czy można zaznać jego pełni ? Myślę, że tak, ale... na chwilę, na moment...
Chciałabym umieć cofać czas.

Reach for me when we're apart
I'll make it right
Every moment you'r in my heart
I'll take you warm
Cause i'm needing you
Here with me


When you're gone
The pieces of my hear are missing you
When you're gone
The face I came to know is missing too
When you're gone
The words I need to hear to always get me through the day
And make it OK
I miss you


Nie potrafię napisać dziś niczego więcej.

sobota, 13 marca 2010

Mamy tylko siebie, wielką mamy moc ?

Wszystko samo za mnie się robi, wszystko samo za mnie się dzieje...

Na początku oczywiście się wyżalę. Po raz n-ty zaznaczę, że jestem złą osobą. Czy to wyznanie stało się nużące? Wybaczcie, ja Was tylko grzecznie informuję, chociaż nadmierną kulturą się nie cechuję (co za częstochowski rym, niechcący). Zdarzają się chwile, w których żałuję, iż ludzie nie znają moich myśli. Wtedy wiedzieliby, że tak naprawdę nie chcę, żeby to, co robię, wychodziło źle, a tak się dzieje i niewinne osoby cierpią. Wciąż przepraszam, bo mam za co. Pragnę stałości w uczuciach i postępowania zgodnie z własnymi zasadami (bo chyba jakieś mam, prawda?). Powinnam być asertywna, a nie uległa. Tylko co z tego, że sobie pogadam, a nic nie zrobię? Ktoś miał mnie doskonalić... Teraz zdałam sobie sprawę, że tego potrzebowałam... potrzebuję. Dla jednego Ktosia bywam wredna, drugiego Ktosia po prostu... zostawiłam, a trzeciemu Ktosiowi jest przykro przez moje zachowanie. Nie myślę, czy... myślę za dużo? Istotniejsze są czyny, czy słowa? Jeśli to pierwsze (a pewnie tak, zależy od zaufania), to mogę być postrzegana jako oszukistka.
Mamy tylko siebie, wielką mamy moc
Strachom i lachom i na przekór wrogom
Jesteśmy tu sufitem, jesteśmy tu podłogą
, czyli koncert Strachów. To było niesamowite przeżycie. Parę metrów ode mnie stał Grabaż i wspaniale śpiewał, a rozentuzjazmowany tłum szalał razem z nim. Soczyste dźwięki unosiły się w powietrzu, a ja czułam Kogoś...
Nie mogę się oprzeć, proszę (Jonasz Kofta):

Co to jest miłość
nie wiem
ale to miłe
że chcę go mieć
dla siebie
na nie wiem
ile

Gdzie mieszka miłość
nie wiem
może w uśmiechu
czasem ją słychać
w śpiewie
a czasem
w echu

co to jest miłość
powiedz
albo nic nie mów
ja chcę cię mieć przy sobie
i nie wiem
czemu


Gdyby tak...

I just wanna scream and lose control
Throw my hands up and let it go
Forget about everything and runaway
I just want to fall and lose myself
Laughing so hard it hurts like hell
Forget about everything and runaway
, bo...

Jestem tchórzem.

PS Duś, dziękuję. Aluś, dziękuję. Michał, dziękuję. Maciek... przepraszam. I Ciebie też przepraszam... (wiecie, że kolejność bez znaczenia?)

sobota, 6 marca 2010

Overwhelmed, you chose to run. Apathetic to the stunned.

Przeglądam fotografie na DA, a w tle Lista Przebojów Trójki. Dziwnie jest usłyszeć od kogoś, że Cię nienawidzi. Nawet tak okrutnym istotom jak ja sprawia to przykrość, ale z drugiej strony (może)... ulgę. Tylko potem ktoś pisze zupełnie coś innego i zła osoba może mieć dość. Uwielbiam śnieg... Uwielbiam wieczorne spacery i obserwację nieba, na którego tle widać spadające płatki śniegu. Uwielbiam księżyc, uwielbiam gwiazdy, uwielbiam niebo. Uwielbiam jedno wyjątkowe miejsce w lesie, gdzie śnieg zapada się pod moim ciężarem (tak, ten fakt nie jest zbyt przyjemny).
Coś wielkiego się skończyło. Coś, co nie miało dobiec końca. Pożegnania są trudne, prawda? Zwłaszcza, gdy ktoś żegna się z Tobą na zawsze, a Ty milczysz, bo... to boli.
No one plans to take the path that brings you lower
And here you stand before us all and say it's over, it's over...

Nie myślcie, że zawsze mam zły nastrój. Po prostu podczas takiego stanu umysłu przychodzi ochota napisania... czegokolwiek. Często mam niewyobrażalną chęć stworzenia czegoś, ale nie potrafię... Może kiedyś mi się uda. Czy to się zwie pisaniem od rzeczy? Dziękuję za dzisiejszy spacer. Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić marzenie. Jesteśmy na etapie zamartwiania się o swoją przyszłość, ale to nic dziwnego. Tylko ta niepewność może stać się nieznośną obsesją, a niewiedza przekleństwem.
Czy historię da się zmienić? Czy o naszym życiu decyduje sam los? Niezupełnie, ponieważ my sami wybieramy i szukamy. Nie pragniemy tylko swojego szczęścia, bo mamy bliskich, na których nam zależy. Niektórzy odchodzą i wtedy obie strony cierpią, a niektórzy wciąż są przy nas i za to im dziękujemy. Dziękuję Wam. Dziękuję, że stanąłeś na mojej drodze, a Katastrofa nie okazała się katastrofą. Dziękuję za każdy uśmiech, każde spojrzenie, każdy gest.
Przepraszam za to, że nie potrafię się pożegnać. Jestem okrutną istotą. Zdaję sobie z tego sprawę i nic nie robię...

PS Jesteście bohaterami tego wpisu.
(Wiem, chaotycznie.)

środa, 3 marca 2010

Na Patriarszych Prudach...

Zapisane w zeszycie (Przemiana Margaret Mahy, Rezerwat niebieskich ptaków Ewy Nowak):

Z jednej strony wszyscy wkoło mówią, że nie można się przejmować tym, co ludzie o Tobie myślą, ale z drugiej strony jesteś potworem, kiedy nie liczysz się z innymi ludźmi.

Cokolwiek zrobisz, i tak tysiące ludzi przed Tobą to już zrobiło. Cokolwiek czujesz, inni czuli to przed Tobą, cokolwiek Cię spotka, nie będzie to nic nowego. Jeśli więc robisz coś złego, nie martw się, bo inni nie byli lepsi. Wszystko to już ktoś przed Tobą przeżywał, czuł, komuś zrobił. Nie przecierasz szlaku, tylko idziesz po szeroko udeptanej drodze.

Cóż, młodość zawsze wszystko widzi w taki właśnie czarno-biały sposób. Na pewno nie jest to łatwe. Świata nie naprawisz, możesz tylko naprawić siebie (...). A co robią inni? Niech Cię to nie obchodzi. Rozliczaj tylko siebie.

wtorek, 2 marca 2010

Jestem chora na wszystko.

Wprost z zalanej łzami kartki (ok. godz. 23,1.03):
Świat wypadł mi z moich rąk. Jakoś tak... jest mi żal, bo...
Zraniłam... Zadałam ból komuś, kto był częścią mnie. Komuś, kto mówił, że mnie kocha, a ja odpowiadałam mu tym samym. Komuś, kto chciał całkowicie zanurzyć głowę w strumieniu mojej świadomości, a ja mu na to nie pozwoliłam. Bo ja nie wiem, czym jest miłość i czy może być tylko albo jedna ? Pewnie słusznie Was ostrzegam, że jestem złą i okrutną istotą. Czasem mam nadzieję, że może jednak nie, ale... nie ucieknę od prawdy.

Dawniej wyśmiewałam modelki, które biorąc udział w Wyborach Miss prosiły o pokój na świecie. Wydawało mi się to takie banalne, bowiem każda pragnęła tego samego, ale od dłuższego czasu rozumiem je doskonale. To okrutne, że bliscy sobie ludzie nie potrafią się porozumieć, żyć ze sobą w zgodzie. Nie chcę tracić osób tak dla mnie ważnych. Nie mam na celu zachowania, które mogłoby je zranić, robię to nieświadomie. Mam nadzieję, że po tych wszystkich nietaktach z mojej strony, wybaczą mi. Potrzebne są starania, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak najpierw należy zrozumieć swój błąd i odzyskać kontrolę nad swoim życiem, o ile takowa w ogóle istnieje.
Mam małą prośbę: szczęście dla swoich bliskich. I ja na to powinnam pracować, prawda ? Patrzę na różę... Dziękuję. Mówi mi dobrze, dobrze mi mów... Wtedy czuję ciepło w sercu.
Zostałem sam jak stoję z rozsznurowanymi butami. Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie... Tylko albo wspomnienia. Przeszłość.

niedziela, 21 lutego 2010

Dobrze zbudowałeś swój magiczny świat, bo Twoje prawidzwe życie jest tragedią.

Zachwycam się The Only Exception. Ten utwór już jakiś czas temu przypadł mi do gustu, ale teledysk pogłębił mój zachwyt. Uwielbiam takie historie. Będąc małą dziewczynką (którą już nie jestem ?) miałam pomysł, by sama obrazować historie zapisane w słowach piosenek. Imponuje mi twórczość Paramore. Odnoszę wrażenie, że jest mi nieco bliższa, niż np. Coldplay, czy happysad. Myślę, iż to za sprawą bardziej dziewczęcych tekstów niż w w.w. zespołach, ale przecież muzyka nie ma granic.
Well go get your shovel and we'll dig a deep hole to bury the castle, bury the castle. Well you built up a world of magic, because your real life is tragic...
Granie jest dla mnie świetnym doświadczeniem. Jedna z pobudek uczestnictwa w kółko teatralnym, to lepsza ocena z języka polskiego, ale nie najistotniejsza. Ważna jest dobra zabawa, fantastyczni ludzie, a także możliwość wykreowania postaci i trening dykcji. Nowa rola mnie trochę przeraża, ale pierwsza faza (rozpoznanie) za mną.
Niedziela mija przeciętnie, tj. pod znakiem obijania się i bólu głowy od nadmiaru muzyki.
Czy można lubić za bardzo ? Może to się zwie miłość ?
Zapoznaję się z Today Was A Fairytale.

sobota, 20 lutego 2010

To, że się gubię, nie znaczy, że jestem zgubiona.

Poczekalnia Trójki rozbrzmiewa w tle.
Być na nie... Robić źle...
Sobota uciekła, a ja do podręczników nie zajrzałam, nie wspominając o Krzyżakach.
Jednymi z najgorszych stanów umysłu są niewiedza i niezdecydowanie. Człowiek nie wie, co czuję, czego chcę i dręczą go pytania pokroju: co robić ?, jaką podjąć decyzję ?, kim ja właściwie jestem i czego chcę od życia ?
God put a smile upon you face, jak głosi utwór Coldplay'a. Nie wiem, czy to normalne, ale podniesienie kącików ust (uśmiech) mnie cieszy. Sama też często uśmiecham się (współczuję Wam) do osób (lub na ich myśl), na których mi zależy, których dażę sympatią, a czasem po prostu do nieznajomych, bo... tak.
Najpierw robię, potem myślę. Jestem uległa, ale też niezdecydowana.

Czuję, jak mokną mi stopy
To przez kałużę, w której stoję
Czuję, jak ogarnia mnie chłód
To dreszcze przebiegające po plecach
Czuję spływające strużki wody
To łzy będące efektem cierpienia

sobota, 13 lutego 2010

Who wants to sleep in a city that never wakes up ?

Koniec ferii o włos i przyznaję, że nie jestem w siódmym niebie. Dobrze się bawiłam, a teraz znowu powrót do szarej, naukowej rzeczywistości. Mnóstwo sprawdzianów i niezbyt dobre oceny, a mnie nie chce się już uczyć. Z drugiej strony, lubię być tą zabieganą osobą uczęszczającą na angielski (wielbię, wielbię go!) i kółko teatralne. Słyszeć od Ali, że życie jest piękne, a z Duśką stwierdzać, że ono to przecież... dupa.

Ktoś przeze mnie płakał. Ktoś się przeze mnie smuci. Komuś jest przeze mnie przykro, bo nagle zmieniłam do tego Ktosia stosunek.
Czyżbym była jedną z tych okrutnych, ludzkich bestii ?

Tak, mam zły dzień. Myślicie o przyszłości ? Ja nie widzę dla siebie żadnych perspektyw. Wydaje mi się, że nic w życiu nie osiągnę. Nawet testy IQ mnie drażnią.

Wake me up inside
Call my name and save me from the dark
Bid my blood to run
Before i come undone
Save me from the nothing I've become


PS Maćku, czy to Rozbijmy ten lód ?

niedziela, 7 lutego 2010

I'm going away for a while... (nie, teraz już wracam)

Przeglądam zdjęcia z wczorajszego wypadu do Warszawy, popijąc Kroplę Beskidu. W głośnikach Paramore. Wybrałam te najbardziej spokojne, nostalgiczne utwory. To chyba odskocznia od muzyki Killing Silence, bowiem słuchałam dziś audycji Przesłuchanie z udziałem owego zespołu w Roxy FM. Okazywałam niesamowity entuzjazm, słysząc nazwę miasta, które zamieszkuję. Pan Tomasz Kin sprowadzał wszystko do mafii, oczywiście. Rozmawiali o EPce Wariatkowo, o nowych możliwościach i planach. Killing Silence zagrają w piątek w Wołominie. Chciałabym wybrać się do Takiej Ryby i posłuchać ich znowu na żywo. Zawyżony sytuacją, naginam rzeczywistość. Zamykam oczy, by się nie stać realistą...
Rozrywką pierwszego tygodnia ferii było zdecydowanie kółko filmowe. Dzięki niemu (wizycie Maćka oraz wypadowi do kina) udało mi się obejrzeć: Imperium Słońca, Pasażerkę, Dzieci Ireny Sendlerowej, Kapitana Corelli, Bękarty wojny (tak, tak, przezabawne!), Jagodową miłość oraz Wszystko, co kocham. Napisałabym więcej, ale czas goni.
No when I caught myself, I had to stop myself... (nie, nie mam myśli samobójczych)
You're pushing and pulling me down to you
But I don't know what I want
Now, I don't know what I want
(miałam taki stan)
Czemu na ekranie aparatu zdjęcia prezentują się okazale, a gdy zrzucam je na dysk zmieniają swoją... postać ? Piękna zima nadal króluje, za oknem jest cudnie.

niedziela, 31 stycznia 2010

You don't have to be alone.

Weekendowo, tzn. nieco smutno, trochę samotnie, po części z własnej woli.
Cudowne A message.
Mam ochotę pisać, ale... coś mnie blokuje. Jak tu stworzyć jakiś tekst, wiersz, a co dopiero sztukę ?
Nobody said it was easy...
Myślę, żę Coldplay i mięta to wyborny zestaw na niedzielny wieczór. Gdyby jeszcze tylko stacja dysków nie odmawiała posłuszeństwa i Live 2003 porządnie się odtworzył, byłoby dobrze.
When the truth is... I miss you...
Być może dla Was (jakbym miała wielu czytelników, haha) właśnie powstaje wpis nic-nie-znaczący, ale po prostu muszę coś napisać. Mam taką nieodpartą, wewnętrzną potrzebę.
Where do we go, nobody knows...
Przede mną leży The Chronicles Of Narnia: Prince Caspian, nie śmiać się! Po angielsku, right ?
Simpsonowo^
Chłopcy z Killing Silence przybyli z nowym krążkiem. Mam nadzieję, że doczekam się wołomińskiego koncertu. Zamykam oczy, by się nie stać realistą!

niedziela, 17 stycznia 2010

Please Don't Stop The Rain

Przyznaję, dawno mnie tu nie było. Ostrzegałam, że nie jestem sumienną blogowiczką i podejrzewam, że nie ulegnie to zmianie.
MUZYKA.
W chwili obecnej mam fazę na Please Don't Stop The Rain Jamesa Morrisona. Natomiast od jakiegoś czasu w głośnikach rozbrzmiewa nowy album happysad mów mi dobrze.
W zasadzie, to nie mam czasu. Tak, cały weekend z własnej woli (?) spędzam w domu (poza wyjściem do kościoła), ale szkoła zobowiązuje. Oczywiście mogłabym zorganizować sobie czas i gdzieś wyjść, ale nie mam na to ochoty. W dodatku nie przygotowałam jeszcze tematów na egzamin ustny z angielskiego. O szkole można by pisać i pisać... Jednak mimo to, pozostawię ten wątek.
Niecodzienny pomysł zrodził się w mojej głowie i w głowie pewnego pana. Napisanie sztuki?! Tak, proszę mnie wyśmiać. Obawiam się, że poważnie się nakręciłam. Jednak zdaje sobie sprawę, że nawet jeśli bardzo bym chciała, nie wydobędę ze swojego umysłu na tyle dużo kreatywności, by coś stworzyć. Biorąc pod uwagę fakt, że sesji fotograficznej nie potrafię doprowadzić do skutku... są w ogóle jakieś szanse ? Ponoć nadzieja jest matką głupich, ale ona umiera ostatnia. Zbieram pomysły, szukam natchnienia. Zima to piękna pora...
If it's gonna be a rainy day
There's nothing we can do to make it change
We can pray for sunny weather
But that won't stop the rain
Feeling like you got no place to run
I can be your shelter 'til it's done
We can make this last forever
So please don't stop the rain