środa, 14 października 2009

Like Julie.

Sumienną blogerką nie jestem, ale od czasu do czasu coś skrobnę. W zasadzie teraz powinnam oglądać Dr House'a, a potem spróbowć zagłębić się w lekturze Makbet, ew. pouczyć się historii, ale who cares? Jestem świeżo po Galeriankach i Julie&Julia. Mówię o filmach, rzecz jasna. Pragnę zająć się tym drugim, obejrzanym dziś w Atlantiku wspólnie z Maćkiem. Seans był spontaniczną decyzją. W rolach głównych wystąpiły Meryl Streep i Amy Adams (znana z Zaczarowanej, mmm). Film pozytywny, motywujący do życia. Trzeba poszukiwać siebie i odnajdywać przyjemność w tym, co robimy. Należy wyznaczać sobie cele i wytrwale dążyć do ich spełnienia. Myślę, że takie było przesłanie owego filmu. Julie sumiennie pisała bloga (na blogspocie, tak!) o gotowaniu. Jej codzienne notki zmotywowały mnie do napisania tej dzisiejszej. Cóż, jestem dziewczyną poddającą się wpływom. Pisanie ogólnie (raz bardziej, raz mniej) sprawia mi przyjemność. Cieszę się, choć dobrze wiemy, że jestem leniwą i niesumienną istotą.

czwartek, 1 października 2009

Knock, knock.




Zaczęła się jesień. Długie, zimne, jesienne wieczory. Marznę, nawet w domu. Jeśli dorywam coś słodkiego (+owoce!), od razu zjadam. Muzyka niesie ukojenie... Świat nieziemskich i tych bardziej przyziemnych dźwięków. Tak, Lenka jest świetna na taką porę dnia, gdy za oknem się ściemnia. Siedzę na górze. Po obu stronach okna, zza których widać pasy błękitu i zarysy drzew. Wciąż spoglądam, piękny widok. Komputer uzależnia. W moim przypadku, to chęć korespondencji z ludźmi, posłuchania muzyki. Też bym chciała... pisać teksty, komponować.
Eh, geografia może człowieka wykończyć. Zajęcia dwa razy w tygodniu, stres przed przepytaniem z lekcji i mapy. Dodatkowo zgłosiłam się na olimpiadę. To się nazywa spontaniczność. Motywem przewodnim są Bałkany. No to się urządziłam. Mogłabym się wycofać... Mój zapał jest raczej słomiany, ale trzeba będzie w końcu się za to wziąć. Mam nadzieję, że coś z Dusią zdziałamy i przebijemy punktacją brata Aliszi. Weekend poświęcamy historii. Coś mi się wydaje, że znowu czeka nas wieczór z miętą i muzyką. Cudownie. Ja sama zmobilizować się nie potrafię, a do nauki zabieram się właśnie późną porą, a i tak nic z tego nie wychodzi.
Cholerna ja. ^^

wtorek, 29 września 2009

Mhm.

 

Uwielbiam ten park. Jedyne takie moje miejsce na ziemi.
Posted by Picasa

wtorek, 18 sierpnia 2009

Taki przerywnik, o.

Znowu ten nostalgiczny nieco nastrój. Zwykle nachodzi mnie późnym wieczorem. W takich chwilach nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam ochotę wyjść na spacer. Noc, niebo, gwiazdy, świerszcze i może jeszcze ktoś. Kiedyś tak zrobię. Może to głupie, ale kto powiedział, że nie mogę o tym marzyć? Mam ochotę coś zrobić, bo jakiś niedosyt czuję. To życie tak zwyczajnie się toczy. A jak inaczej, zapytacie? Nieważne, takie osobiste odczucie.
Trzy partie Scrabbli rozegrane wspólnie z Maćkiem. W pierwszych dwóch to ja odniosłam sukces, bo mój szanowny kolega układał wyrazu typu: meh (tak, przez samo "h") i żeto. O naszej grze Maciek również napisał na blogu.
Killing Silence rozbrzmiewał od rana. Teraz, za względu na nastrój, Paramore. Zespół na takie wieczory, doskonały.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Fail.

Jakoś tak nastrojowo się zrobiło.
Skończyłam Forresta oglądać, sama. Spodziewałam się innego zakończenia, ale to też mi się podobało. I sama nie wiem, co lepsze: książka czy film? Sporo różnic, ale nie będę ich tu teraz wymieniać.
To teraz czas na opisanie wczorajszego koncertu w naszej kochaniej wiosce, jaką jest Wołomin. Razem z Duśką i Klaudią wybrałyśmy się na 17. Kabaret Skeczów Męczących. O tej godzinie dzikich tłumów nie było, jedynie nieliczne grono. Można było się trochę pośmiać, ale nic genialnego nie było. Z resztą jakoś krótko panowie gościli na wołomińskiej scenie. Potem były występy taneczne, które nas zbytnio nie interesowały, więc razem z Duśką i Klaudią oddaliłyśmy się od skupiska ludzi. Przerwa. Nadszedł czas na zespoły, więc z powrotem udałyśmy się w kierunku sceny. Grał Nad Krakers (albo coś w ten deseń). Covery i wokalistka, która popijała wciąż wodę. W między czasie śpiewali laureaci PAWia, ale ich kompletnie olałyśmy. W którymś momencie przyszedł Norbert. A potem na scenę wkroczył... Killing Silence! Wspólnie z Duśką... oszalałyśmy. Podeszłyśmy nawet bliżej, by zobaczyć z bliska wokalistę (<3) i pozostałych członków wołomińskiej kapeli. Jestem cały obolały...
Nawet jeden BIS był, bo takie owacje chłopcy zebrali. . Myślałyśmy, że po KS nic/nikt już nas nie zadowoli, tymczasem... Piasek (no!) dawał radę. Na początku trochę sztywno było, on widać, też zaskoczony niską frekwencją tłumu piszczącego i trzymającego ręce w górze. Po kiepskim przyjęciu mogło być już tylko lepiej (trzy bisy). Darłyśmy się z Duśką (my to nazywamy śpiewem, nie?), klaskałyśmy, no, nieważne. Wracaliśmy grupą po 23. Miło wspominam wspólne wyjście, choć po tych 6 godzinach nogi bolały, ała, ale warto było. Chaotycznie wszystko opowiedziane, ale inaczej się nie dało, wybaczcie.
Dobra, jutro (jak dobrze pójdzie) reszta, czyli coś o Warszawie i epickich 'skrablach' z Maćkiem.

wtorek, 11 sierpnia 2009

Będzie edit. Był edit.

Przyszedł czas na kolejny wpis. Im więcej się dzieje, tym trudniej to opisać. Zacznę od Mazur. Były to tylko trzy dni w Tardzie, koło Ostródy. Znalazłam dość drogi ośrodek wczasowy. Razem z rodzicami oczekiwaliśmy luksusu. Na pierwszy rzut oka: uciekać!, odludzie, głusza. Z rówieśnikami byłoby lepiej, ale przeżyłam, całkiem dobrze się bawiłam. Pojeździłam trochę konno, tzn. uczyłam się. Świetna sprawa, ale tylko 'od święta'. Mam sentyment do Ostródy. Odbyło się tam pewne spotkanie. Spięcie, onieśmielenie, ale 'fajność'. Choć na celowniku mieli nas rodzice. Pozwolicie, że przebieg spotkania pozostawię dla siebie. Na tym miało się skończyć, ale... tak się nie stało, na szczęście. Po raz drugi spotkaliśmy się w Miłomłynie. Cudownie.
(Edytowałam wcześniej, ale ze względu na odłączenie prądu kopia robocza przepadła.)
Te (jedynie) trzy dni nad jeziorem Bartężek (nie śmiać się z nazwy) będę wspominać miło.
Moim częstym kompanem jest obecnie Duśka (modelka, nieoficjalna jeszcze). Jutro zamierzamy obejrzeć Forresta Gumpa, zobaczymy, co z tych naszych planów wyniknie.
Specjalnie dla Maćka, pragnę zaznaczyć, że dołączyłam na laście do grupy Belarus. Moja znajomość rosyjskiego nie jest zadowalająca. Powinnam mówić biegle w tymże języku, tymczasem mam sporo braków. Ale dość o tym.
Dostałam płytę Coldplay i wróciła miłość do Chrisa. Sciągnęłam też parę piosenek z poprzedniej ich płyty.
Tyle bym chciała napisać, ale nie mam siły. Czekam na zeszyt od Maćka, który stanie się zapewne moim pamiętnikiem.

niedziela, 26 lipca 2009

O AP.

Wchodzę sobie kulturalnie na bloga, a tu Aluś, Duś i Minius. W komentarzach, rzecz jasna. Dopsz, to ja nadrabiam zaległości.
Aliszia. 'Sprawa z M. zamknięta' oznaczało, że koniec z pisaniem o tym na blogu. Przynajmniej tak wprost. Nie martw się, żaden the end znajomości. Faktycznie, przez te Twoje wyjazdy zostajesz w tyle z newsami , ale razem z Duśką Cię uprzedzałyśmy! Jednak czekam z utęsknieniem aż wrócisz i pokażesz mi Wrocław, choć na zdjęciach!
Duś, moja jedyna modelko, nie marudź, bierz się w garść, załatwiaj czerwoną szminkę i plener wśród róż! A ja i mój gniot (o aparacie mówię, rzecz jasna) zajmiemy się resztą. Spodobała mi się opcja makro i teraz okupuję wszelkie zboża i kwiaty. Nie będę narzekać (głośno) na mój sprzęt. Fotografuję.
No tak, znowu bym zapomniała. Aqua Park. Na samą myśl o naszej wyprawie do Warszawy dostaję ataku śmiechu. W skład tegoż wydarzenia wchodziły następujące istoty ludzkie: Duś, Klaudia, Norbert oraz moja skromna osoba. Jedyny rodzynek wśród dziewczyn dostał mapę od swojego kolegi, pana K. Podążliśmy wyznaczoną trasą. Kiedy doszliśmy na ulicę Wpsólną doznaliśmy szoku. W miejscu rzekomej Wesolandii (Aqua Park) stało Ministerstwo Infrastruktury. Norbert stwierdził, że zaje... (ukradli) nam Aqua Park. Słysząc to, jakiś Pan X (Klaudia mówi, że taksówkarz) zaofiarował nam, ale wyszły z tego nici. Norbert pytał więc o drogę przechodniów, ale nikt nie miał zielonego pojęcia o żadnym Aqua Parku. W końcu napisałam do M. (a zasadzie zumi, jednak musiałam wspomnieć), który podał nam drogę do najbliższego Aqua Parku od Marszałkowskiej. Rondo Dmowskiego, Plac Defilad. Duś nie była pewna, ale prowadziła nas w stronę Grobu Nieznanego Żołnierza. Przebyliśmy już sporą trasę, kiedy wyrosła przd nami duża mapa Warszawy. Patrzymy i doznajmey szoku. Nie ten plac, nie ta droga. W między czesia Klaudia zadzwoniła jeszcze do swego rodziciela. Najgorsze jest to (jakaś ironia, normalnie), że nawet policja pomyliła Plac Defilad z Placem Piłsudskiego. Stoimy pod tą reklamę, zrezygnowani, spoceni, podirytowani, ale zwaracamy. Zachodzimy do EMPiKu w poszukiwaniu jakiegoś pobliskiego (cholernego) Aqua Parku. Norbert załatwia to z sympatyczną pracowniczką informacji. Nic. W między czasie SMS do M., telefon do brata Duśki i do mojej mamy. Nowy Aqua Park namierzony. Autobus i do centrum. Wiedzieliśmy, jak mniej więcej mamy iść, ale o konkretach mieliśmy się dowiedzieć w kinie Praha. W owym centrum kultury padł tekst dnia: W Warszawie?! W Warszawie nie ma żadnych Aqua Parków! Są baseny, ale zamknięte na lato. My w śmiech. Ostatecznie sama doprowadziłam całą kompanię na basen, jak się okazało. Duś rzuca tekst: Jesteś Wielka! Podchodzimy do wejścia niesamowicie szczęśliwi, a tu nagle: Basen do końca lipca zakmnięty. Mieliśmy tego dosyć, zachaczyliśmy o sklep (pragnienie!) i z powrotem udaliśmy się na przystanek. Gniew, zmęczenie, irytacja, pojazd. Nie mam więcej siły, by o tym pisać. Aliszia, to tak w skrócie. Uh, o innych sprawach jutro.
Muzyka.
PS. Edit: lipiec z sierpnia poprawiony. ^
Właśnie! Tą tajemniczą postacią, która zrzuciła mi na nogę Colę, była Dusia. W tym miejscu serdecznie ją pozdrawiam ;D. Nie zdziwiłabym się, gdyby w najbliższym czasie jakaś butelka Nestea spadła pannie Edycie na nogę. Dopsz, już nic nie mówię!

czwartek, 23 lipca 2009

Hm, hm.

O, Aluś się odezwała! A skąd Ty się tu wzięłaś, moja droga?!
Sporo się wydarzyło, a chęć do pisania mierna. Nowa nadzieja. Jedyny film SW, który w całości oglądałam i mi się podobał. Na początku była jakaś inscenizacja. Szturmowce, Vader, Obi-wan(?), miecze świetlne i te sprawy. Usiedliśmy trochę z boku: Moof, ja i Maciej. Jeszcze przed seansem na korytarzu kina Iluzjon spacerowały postaci z Gwiezdnych Wojen. Usłyszałam jakiś huk i mówię: Szturmowiec się wywalił, chłopcy w śmiech. Jeśli chodzi o bohaterów filmu, to mojej sympatii nie zyskała Księżniczka Lea. Zupełnie inne wrażenie wywarł na mnie Han Solo. Harrison Ford.
Fotografowanie. Chyba znowu mnie wzięło. Taka chęć tworzenia, wena! Duś jako modelka. Zdjęcia robię moim starym gniotem.
Sprawa z M. zamknięta. Cicho-sza.
Chciałam po prostu się odezwać.
PS. Czy ja już o Nowej Nadziei nie pisałam?

piątek, 17 lipca 2009

Brak pomysłu na tytuł.

Nie wiem, od czego zacząć. Sprawa z M. w toku. Nie, nie! Jest pustka, jest znikoma ilość złości, nie ma nic. To wszystko przyszło tak nagle, już nie ma głupiego Kocham Cię. Nie ma wspólych powitań kolejnych dni i nie ma ich żegnania. Pomyślicie: co ona plecie? Załóżmy, że to spam. Nieważne. Dziś z Maćkiem otworzyliśmy się na sztukę, mianowicie pisaliśmy opowiadanie. Jutro dam Aliszi i Duśce do wzglądu. Kreacja tej pierwszej jest dość zabawna. Pisaliśmy na zmianę, ale i tak Maciej stworzył więcej. Nad dwoma zdaniami 'siedziałam' z 10 minut. No tak, mój szanowny kolega ma rację (...) Aliszia już pewnie dojeżdża do domu. Wielki powrót! Jutro spotkanie, taki 'babski' wieczór. To co? 18.04 - Szykuje się dobry dzień [tfu,tfu]! Rano W-wa z Aliszą, później spotkanie z nią i Duśką, a potem powtórnie W-wa (tym razem z Maćkiem): Nowa nadzieja, powrót ok. 23. Muzyka oczywiście cały czas mi towarzyszy.
*
Lecę na spacer z Aliszią i Dusiem.

środa, 15 lipca 2009

Przy Taylor cd. Poważnie.

Czuję, że muszę parę spraw wyjaśnić. I przykro mi, ale łatwiej jest mi to zrobić tutaj, choć potem mogą wyniknąć z tego jakieś nieporozumienia. Duś. Mówiłam Ci o 'milczeniu' pomiędzy mną, a M. Jednak tego samego dnia już z nim 'rozmawiałam' i to nie był przyjemny dialog. Jednocześnie chciałam Cię przeprosić. W jednym z ostatnich postów napisałam, że moim 'realnym' przyjacielem jest tylko i wyłącznie Maciek. Obie z Aliszią jesteście mi naprawdę bliskie, ale nie wiem, czy można nazwać to taką prawdziwą przyjaźnią . Nie przeczę jednak, że bardzo bym tego chciała. Niedawno sama Ala nazwała mnie koleżanką, potem była ta sprawa z Panem Dupkiem, po której wszystkie się do siebie zbliżyłyśmy. Czy Ty traktujesz mnie jako przyjaciółkę? Nie wiem. Jeśli tego nie dostrzegłam, to wybacz, ale po ostatnich znajomościach (chyba wiemy o jakie dwie osoby chodzi) miałam wątpliwości, czy można mieć więcej przyjaciół. Ty masz Klaudię i Alę, czułam, że jestem trochę na doczepkę, ale lubiłam (nadal lubię) z Wami spędzać czas, choć faktycznie częściej się śmiejemy niż jesteśmy poważne. Nie potrafię chyba mówić o tych sprawach w realu. Chciałaym, byś zostawiłam pod tym wpisem komentarz. Tak będzie łatwiej, może nawet lepiej. A na Harry'ego i tak idziemy, Ginny. Czy ja piszę poważnie? Szkoda, że dopiero teraz, prawda? Na razie, to chyba tyle.
Okazało się, że jednak nie zrozumiałyśmy się dobrze z Alą w sprawie M. Chwilowo od tego odpoczywam.
Dziś w moje dłonie wpadnie płyta Evanescence i kilka filmów. Uczta Kinomana. O właśnie, a może w sobotę z dziewczynami urządzimy sobie jakiś seans?
Myślałam, że płyta Taylor już mi się znudziła, ale - nie. Aha, IMO to country nie jest, tylko pop. Takie samo zdanie mają również moi znajomi, ale może my po prostu się nie znamy? Nasz Wołomiński (celowo z wielkiej litery) Świat.

wtorek, 14 lipca 2009

Przy Taylor Swift.

Jestem. Aliszia, dziękuję Ci. Nie wiem, co mam myśleć. Początkowo miałaś inne zdanie niż Maćko, ale po poznaniu istotnego (Waszym zdaniem) szczegółu, zgodziłaś się z nim. Zanim jednak to zrobiłaś, miałam poważne wątpliwości, czy dobrze postąpiłam względem M. Myślałam, że to może rzeczywiście moja wina. Egoizm jest przecież w każdym z nas. I już zaczęłam sobie 'wyrzucać' swoje zachowanie. Maćko jednak stwierdził, że warto Cię o czymś poinformować. Zrobiłam to i zmieniłaś zdanie. I teraz już kompletnie nie wiem, co myśleć. Odpocznę od tego. Czasem tak trzeba. Aha, Onoma, dziękuję Ci za komentarz. Mimo swojego nicku, pokazałeś, że potrafisz być poważny i napisałeś, co myślisz.
A w sobotę i tak jedziemy z Maciejem na Nową nadzieję! Moof będzie.
Jutro idę do rodziców do pracy, tam przychodzi po mnie Aga i udajemy się do jej domu. Chcę jakiś film na DVD pożyczyć.
Woda jest niezastąpiona! Ave, water!

W nicości trwam.

Piszę notkę sama z siebie. Po prostu mam potrzebę, jak za dawnych czasów. Tematem będzie przyjaźń. Obecnie [w realu] mam jednego przyjaciela: Maćka. Cieszę się z tej naszej znajomości, która trwa już przecież od tylu lat. To mój najwierniejszy przyjaciel. Mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy przykładem na to, iż przyjaźń chłopak-dziewczyna istnieje. Wczoraj wspominaliśmy. Maćko chciał odnowić z Kimś stosunki, a ja pragnęłam 'zgody' po pewnym niemiłym zajściu. Mieliśmy dobre chęci i byliśmy raczej pozytywnie nastawieni. Jednak - oboje - po rozmowie z M. zrozumieliśmy, że nasz optymizm był 'z dupy wzięty'. Ja miałam do dziś jeszcze jakąś nadzieję, ale zawiodłam się. I teraz zadaję sobie pytanie: czy przyjaźń przez internet istnieje? Nie chcę przekreślać M. tylko ze względy na ostatnie wydarzenie i nie nazywać go już przyjecielem, ale dał mi do tego powód. Nie jestem osobą, która tak łatwo się poddaję i zrywa stosunki. Maciek już odpuścił, a ja? Spróbuję żyć bez M. I chociaż na razie sobie tego nie wyobrażam, to nie może być przecież tak źle. [A niedawno jeszcze mówiłam, że oboje jesteśmy trochę takimi zagubionymi duszami, które szukają przystani w sobie nawzajem.] (Stwierdzicie 'żałosne'? On mówił, że 'antyżałosne'.)

Stało się? Gdy Ciebie zabraknie i Ziemia rozstąpi się. W nicości trwam. Gdy kiedyś odejdziesz... Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też. Muszę ochłonąć. Przecież potrafię żyć samym Wołominem.
Było trochę ofiaro-losowo? Już mi nieco lżej. Napiszę jeszcze.

PS. M = Mini. Jeśli wejdą tu niepożądane osoby, proszę o nieprzekazywanie zamieszczonych informacji . [Ta, bo na pewno ktoś się posłucha. xp]

poniedziałek, 13 lipca 2009

Dzień dobry, kocham Cię!

Na początku chciałam podkreślić złość na samą siebie oraz własną głupotę (apel, apel!). Miałam dość długi (i nawet interesujący) wpis w Wordzie, ale jako mądra istota NIEchcący go nie zapisałam i … ‘kiszka’. Moja irytacja i bezsilność sięgały granic. Witaj, moje cholerne szczęście! Dobrze, ale to było wczoraj, już zdążyłam ochłonąć. Aby jakoś to wszystko ‘ogarnąć’ i nie zapomnieć o czymś ważnym/bądź mniej ważnym, punkty:
1) Jogging z Maćkiem, który wygląda następująco: 20 minut biegania, godzina spaceru, rozmów, śmiechu. Świetnym na to miejscem jest pobliski, wołomiński las. Mam nadzieję, że do wyjazdu Maćka (bleh) nadal tak będą wyglądały nasze poranki. Oprócz tego praktycznie codziennie się spotykamy. A dlaczego tak często (oczywiście pomijając naszą dozgonną przyjaźń xp)? Nie ma Aliszi (parz: punkt 2) ani Alexis (nie, nie tej z polskiego fandomu SW). Obie wyjechały na Mazury, ale niebawem wracają. Chwała im za to?
2) Jeśli mowa o Ali, to muszę napisać, że ubolewam nad jej wyjazdem, jednocześnie ciesząc się, gdyż bawi się (wiem, wiem!) świetnie. Odbyłyśmy wczoraj 12-minutową rozmowę (komórka-dobra rzecz). Gadałam, trajkotałam, nadawałam. Zdążyłam jej opowiedzieć o najistotniejszych sprawach. Ze względu na koszt naszej ‘gadki’ poniesiony przez Alę, następnym razem dzwonię ja. Przy okazji dowiedziałam się, że moja szanowna koleżanka zawita w Wołominie 17 lipca! ‘Zaciesz’. Oczywiście jestem na tyle bystra, że nie spytałam, NA ILE przyjeżdża. Stuk-puk! Nieoficjalnie wiem, że na parę dni, co jest z kolei smutną wiadomością.
3) Duś. Spotkałyśmy się w sobotę. Freszcie! (fresh) Trudno było nam zorganizować to spotkanie, ale w końcu doszło do skutku. Nie ma to jak 50 gier i nim-dwa-żujki! Dziś ‘urodziny’ w pizzerii. Zapowiedziałam, że Dytuś ‘umrze’ po ujrzeniu prezentu. Mam nadzieję, że sprostam tym wymaganiom. Widzisz, Dytuś, nareszcie jest coś o Tobie! Problemem okazało się opakowanie owego prezentu. Następnym razem kupię coś bardziej ‘wymiarowego’. Tymczasem muszę męczyć się z ozdobnym papierem.
4) Tym punktem miała być muzyka, która stała się dla mnie nieodłączną częścią życia, ale o niej w następnym wpisie (tak myślę).

The end punktów. Teraz bonus: nabyłam dziś pewien magazyn. Mianowicie: Wróżka. Wiem, jestem dziwna. Poczytam sobie.

Do widzenia, kocham Cię!

PS. Tytuł wpisu jest jednoczeście tytułem piosenki Strachów, więc proszę nie doszukiwać się podtekstu, choć pamiętajcie:

Jestem w podtekście mieszkam gdzieś w przenośni chowam się

czwartek, 9 lipca 2009

Rotflmao.

Tytuł z dedykacją dla Maćka.
Parę tygodni się nie pisało, więc trzeba teraz to nadrobić. Tylko jak? Początek wakacji świetny. Ostatnie dni czerwca, pierwsze lipca - spacery z Alą, Edą, Maciejem. Warszawa, sztandar, ZT. Za dużo, by to wszystko opisać. Wyjazd do babci, tam nudy, ale skromne rodzinne grono. Aliszia wyjechała, szkoda, ale jakoś sobie poradzę z Maciejem (of course! do czasu, bo Niechorze na niego czeka) i Duśką (solidarność! scrabble, szachy + mrugnięcie). I niby chce się pisać, a leń okropny. Nie potrafiłabym pisać (sumiennie) pamiętnika, ale podziwiam osoby, które to robią. Cholera, tyle się działo, ale nie, po co tu pisać, po co upamiętniać dobre chwile?! Z pamięcią u mnie krucho, wiecie. No, nieważne, nie będę się tu teraz żaliła. I będzie krótko, i będzie bez sensu, ale będzie. Pasuje? Dziś rano sobie trochę pobiegałam z Maćkiem. No dobra, w gruncie rzeczy było więcej spaceru niż joggingu, ale i tak jakaś maluśka satysfakcja jest. Chyba pożyczę jakoś płytę od Maćka. Byłam dziś z Duśką na mieście, w bibliotece. Cztery książki wypożyczyłam, a tyle samo mam do przeczytania w domu. Weny tyle, co nic. Czytać, czytać, czytać trza. Koniec pisania od rzeczy. Żegnam się uroczyście.
Stanowczo nie umiałabym pisać pamiętnika.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Nikt tak pięknie nie mówił...

Ponad tydzień nie pisałam i mam to teraz nadrobić? Aj, świetnie było, naprawdę. Lubię być zajęta, lubię chodzić na próby i lubię mieć poczucie obowiązku. Tak właśnie było z chórem i zakończeniem 3. klas. Gdzie ta keja? Od przyszłego roku chodzę na chór, koniecznie! Angielski + myślę nad niemieckim. Dobra, teraz mamy wakacje, czas spędzany kreatywnie! Ostatni tydzień to próby, grzanki, wspólnie spędzany czas z Aliszią. Wczoraj odbyło się przyjęcie imieninowe. Fajnie było, seriously. Norbert wywarł na mnie w miarę pozytywne wrażenie. Ten nasz klasowy rozbawia do łez. To właśnie dzięki męskiej części gości było tak zabawnie. Grzesiu opowiadał kawały. Zaraz zdjęcia zrzucę, żałuję, że tak mało ich zrobiłam, ale w miarę mi się podobają. I nie uwieczniłam zbitej szyby. Piłka, N., wiecie. Maciej nagrał mi kilkanaście utworów. Ach, słucham sobie. Tylko szkoda, że płyta nie odtwarza w CD play'erze. Na mojego lasta zapraszam, trochę się tam zmieniło. I niby dobrze, bo sporo jest utworów (które naprawdę lubię), ale przecież nie jestem jakąś wierną słuchaczką Pidżamy Porno, a dzięki Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, ten zespół wskoczył na wysokie miejsce w rankingu. Jakie długie zdanie stworzyłam, nie wiem, czy poprawnie. Za dużo, by pisać. Do babci jadę pod koniec tego tygodnia. A wcześniej na pewno spotkanie z Alą i Maciejem. Posłuchałabym chętnie Evanescence, bo O. przypomniał mi o jednej piosence tego zespołu (rock/metal?): Bring me to life, którą ściągnęłam. Ciekawe, co tam jeszcze mają, bo ten utwór jest podobno najmniej mroczny itd. Nie czytam całego posta w celu sprawdzeniu błędów, bo mi się nie chce. Posłucham sobie muzyki, poczytam, ma być dopsz. I to słynne: dziękuję + dygnięcie.

sobota, 13 czerwca 2009

Rozbijmy ten lód!

Długo nie pisałam. Sobota, jak sobota - beznadziejna. Totalny leń, nie cierpię tego dnia w tygodniu! Objadam się i czuję gruba, ha. Taka moja tradycja. Mogę się jej jakoś wyzbyć? Błagam. Gdyby nie padało, to byśmy się na spacer z Alą wybrały. Muzyka, słucham. Coś sobie bazgrzę w nowym, twórczym zeszycie. Skrobię. Taki wpis nie powinien się raczej pojawiać, ale niech będzie. Bo żyję.
A własnie. Ostatnio słucham: Cicho (Farny), A mogło być tak pięknie (Reni).

sobota, 6 czerwca 2009

To duch tej Opery!

Uf, ale zmęczona jestem! Ostatnio wciąż tak się czuję. Nie jestem przyzwyczajona do tylu atrakcji. Dziś znowu spódnicę założyłam i nawet nie wyglądałam jak nierządnica. Przed teatrem byłyśmy jeszcze z Aliszią w EMPiKu. Płyty oglądałyśmy, zakupiłam Prospekts March Coldplaya z 8 utworami (wiem, żel troszkę). Piersze wrażenie - średnie/kiepskie. No, ale dopsz, muszę się wsłuchać, teksty przejrzeć. Potem Upiór w Operze. Ogólnie wrażenia z teatru pozytywne. Nie powaliło mnie na kolana, ale owacje na stojąco były. Później znowu wędrówka po Warszawie. Pogoń za chłopcami z dłuższymi włosamo była. Takie żarty są fajne. W autobusie przez większą część drogi puszczałyśmy piosenki z mojej komórki. Jakiś młody ksiądz sobie siedział, komentarze o nim pisałyśmy w wersjach roboczych SMSów. Głowy nas bolały, byłyśmy zmęczone 'bieganiną', ale było OK. Czy ja kogoś zawodzę? Wybaczcie, ale ostatnimi czasy jestem cholernie zmęczona. Mam Barcelonę i A Ty? na dysku. Dziękować Maćkowi. Jutro niedziela? O... mam w poniedziałek pisemny test z angielskiego! Tematy na ustny też muszę skończyć. Nie znoszę tej cechy, ale zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę. Dziękować też Aliszi, za całokształ, ha. Kończę. A zapomniałabym o tych dziewczynkach w teatrze... nie ma to jak klasa takich nastolatek.

piątek, 5 czerwca 2009

Angels and Demons.

Uh, ale zmęczona jestem. Jednak muszę opisać dzisiejszy dzień! Wycieczka, z Alą w autokarze. Rozmowa się kleiła. Aliszia trochę fruwa i chodzi po niebie. Maciek przyniósł wczoraj starą płytę ZETki, ale jest kilka fajnych piosenek: Fix You (Coldplay!), Skłamałam, Mój itd. Umuzyczniam się. Ale nie o tym miało być. W Muzeum Wojska Polskiego (tak niedaleko była Bitwa pod Grunwaldem!) trochę nudnawo, ale krótko i w miarę sprawnie, więc dopsz. Staliśmy kilkanaście minut na dworzu, a zimno było! Potem do Złotych Tarasów jechaliśmy. Ala otwierała moje żelki i ... dwie udało mi się zjeść, bo reszta... się rozsypała! Przed seansem mieliśmy 40 minut czasu wolnego, więc rzuciliśmy się na KFC. Wzięłam Jogo-fruta, dziewczyny też (plus frytki). Jak można tam było wsadzić zamrożone truskawki? Błagam! Potem na Anioły i Demony. Jak dla mnie - świetny film. Hanks, McGregor (dopiero Maciek mnie uświadomił). Trzymał w napięciu. Pozory myliły w tym filmie. Nie napiszę, co jeden pan robił w samochodzie (sama tego nie widziałam, ale inni-owszem), niepoważny był, ale takie mieli z tego brechty na tylnych siedzieniach, że RZE.
Aliszia wraz z Duśką odprowadziły mnie na angielski, byłam ok. 16.40, więc szybko zleciało. Potem szybko samochodem do domu i na wernisaż do Muzeum Nałkowskiej. Nie trwał on tak długo, jak się spodziewałam. Dziewczyny czekały na mnie przed wejściem: Aliszia i Duśka (której miało tam nie być, ale dopsz, że przyszła). Program trwał ok. godziny, szybko zleciało. Było jedno. ekhem. bezczelne zajście. Mianowicie, nasz były pan dyrektor przyszedł po koniec wernisażu i zaczął rozdawać swoje wizytkówki, jako kandydat do europarlamentu. Dobra. Origami, obrazy - cudne, naprawdę. Zresztą, kolczyki naszej pani od matematyki też, a tego bym się akurat nie spodziewała. Powiedziałyśmy z dziewczętami kulturalnie Dzień dobry mojej ulucionej pani od polskiego, miło. Kurcze, fajnie było. Jutro Upiór, razem z Alą jedziemy wcześniej (i dobrze Wam tak!), ale na miejscu, w teatrze kiepska ekipa będzie. Pominęłam pewnie coś, o czym chciałam napisać, ale dobra (dobra, nic, cześć, pś). Nic nie wyjaśniam, możecie nie zrozumieć. Powinniście jedynie wiedzieć, że fajnie było. Pogadałyśmy sobie w drodze (na około!) powrotnej z Duśką, która poszła na house'a na House'a. Chaotyczny ten wpis, bardzo, wybaczcie, to z emocji i zmęczenia. Może za bardzo się cieszę? Ale chyba warto dla takich chwil. A teraz zmęcznie bierze górę. Jeśli mnie zrozumieliście, to serdecznie Wam gratuluję.

Jestem w podtekście, mieszkam gdzieś. W przenośni chowam się.

PS. Próba csp (stała nazwa!) przełożona.

środa, 3 czerwca 2009

Bo nawet Anioły się zakochują.

Mam pozostawić bez komentarza? Ale ja tak bardzo się cieszę! Fruną, fruną do góry.
Trochę za późno się zebrałam na ten wpis, ale ja to ja. Zakochani. Tak, chyba fajnie jest być zakochanym. I chyba ja coś o tym wiedziałam.
W szkole luz. Wolne lekcje. Moje codzienne zajęcie z Alą: piszemy tekst jakiejś piosenki, rysujemy kwiatki, dajemy drzeć kartkę Duśce, a potem sklejamy ją taśmą. Świetne, polecam! Chyba znalazłam wspólny język z Aliszią.
Jutro 5 lekcji, szybko zleci. W piątek wycieczka, w sobotę niby odrabiamy coś tam (zamiast festynu, bo w końcu go nie ma!), ale jedziemy na Upiora.
W sumie dopsz jest, aż pisać nie mogę, z emocji?
Kryzys czytelniczy trwa. Chociaż Tam, gdzie spadają anioły coś w sobie ma. Taylor Swift ciąg dalszy. Śpiewam sobie, ostatnio częściej niż zwykle. Czyżby zasługą tego było CSP lub Bass vs bass? Duśka się orientuję. Chcę soboty!
O matko, miałam pisać tematy na ustny, a ja siedzę i palcem nawet nie kiwnę! Bo jestem sobie anonimem, takim maluśkim. Ale skrobnę dziś jeszcze coś po angielsku.

sobota, 30 maja 2009

Po prostu 30 maja.

Nie pisałam od wtorku? O, jakie luki mam! Chwila wolnego, tj. lepiej by było poczytać, ale wieczorem nie będzie mi się chciało.
Kurcze, dużo czasu trace na kalamburach. No, bo sobie wirtualnie gram. Nie śmiać się, ciekawie jest.
Ale dopsz, W sidłach anoreksji skończyłam. Nie aż tak bardzo poruszające (jak się spodziewałam), ale dużo takich przesłań, 'mądrości'. Zaczęłam parę (dosłownie) stron Tam gdzie spadają anioły Terakowskiej. Polecali ją na Forum Książki. Niezbyt podoba mi się wątek fantastyczny, tzn. pojawianie się aniołów. Praktycznie, na razie, to nic nie mogę powiedzieć. Oczekuję dobrej lektury. Dobrze by było, gdybym w ten weekend przeczytała. Kurcze, rada we wtorek/środę, oceny będą ostatecznie wystawione. Za dwa, czy trzy tygodnie wakacje! Dacie wiarę? (by Viola) Ja jeszcze nie wierzę. Maćko nie jedzie za granicę? Niemożliwe. Już ja mu urządzę wakacje! Ha.
Słucham sobie The Climb. Tak, wiem, że to Miley C. Poprosiłam Żanetę, by mi to przesłała. Gdyby nie to, wcale bym tego nie słuchała. Podoba mi się niski głos Cyrus. Sama chciałabym taki mieć. Rzeźbię.
Wczoraj na ang. siedziałam koło R. Żadnego słowa nie zamieniliśmy, a jesteśmy w parze na ustny z tegoż języka. A właśnie, to teraz mój obowiązek: napisać tematy na ustny. Bo kurczę, na razie nie mamy sprawdzianów/kartkówek zapowiedzianych. Może coś tam będzie, ale nie na ocenę, luz.
Świadectwo z czerwonym paskiem powinno będzie. Cieszę się, myślałam, że będzie masakra, a tu takiej porażki nie ma. Choć trochę olewałam. Nie jestem jeszcze pewna kilku ocen, więc wstrzymuje się z podaniem ostatecznej średniej.
We (we, prawda?) czwartek byłam z Edytą w bibliotece. Wspaniałe zdobycze, ale zebrać się nie mogę, by czytać jednym tchem.
Posłużę się postem na FK:
"Ach, znowu udane łowy.
Atramentowa śmierć - Cornelia Funke. Była cała trylogia, pierwszy raz!
Tam gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska. Polecane przez forumowiczów + tytuł ^^
Przemiana - Margaret Mahy. Tak jakoś.
Piąta Góra - Paulo Coelho. Bo trzeba wreszcie 'spróbować' twórczości tego pana."


Trochę zachmurzone niebo. A w poniedziałek Dzień Dziecka! Bym zapomniała, świetnie! Na Huragan idziemy, może Żanę spotkam. W piątek wycieczka do Muzeum Narodowego i kina na Anioły i demony. Czyli luźny tydzień. O czymś jeszcze miałam napisać, ale wiecie, jak to jest z moją pamięcią i skupieniem. A! Przypomniałam sobie. Dziś party urodzinowe u Sochy. Całej paczce życzę udanej zabawy (without me, of course). Ali pożyczyłam płytę Taylor Swift na weekend. Stwierdzila, że fajna. Muszę jej wydrukować tekst Fifteen.
Teraz już naprawdę idę. Aha, żądam od tego weekendu, by był udany! Może być deszcz albo nawet burza (tak, tak!, choć nie wiem, co na to imprezowicze), herbata, książka. Pięknie.

wtorek, 26 maja 2009

Kh.

Krótko, bo czasu nie mam, tzn. źle rozplanowany. Nieważne. Ważne, że czytam! W sidłach anoreksji. Dziś jeszcze muszę lekcję odrobić (no!), więc jutro skończę, a pojutrze udam się do biblioteki. Pewnie z Duśką (jestem Ci winna rurkę z kremem!), jak Ala załatwi sobie lekcję francuskiego na WOSie, to może i ona się z nami wybierze. Już to widzę: my trzy w bibliotece. Doprawdy, komiczne. Ale pewnie się nie uda. Jutro wf, ale już bez luzu, bo pani podobno jest, a szkoda. Równoważnia (najgorsza!), świeca (luz), biegi: 100 m (obleci) i 400m (nie pobiegnę!).
Biologia. Kartkówka napisana na taką mocną 4. Zapomniałam, jakie są objawy przy niedoborach fosforu. Ze sprawdzianiu z fizyki: 5, cieszę się. Na polskim leń, mam robić te 2 zadania? Nie!
Napisałabym więcej, ale forum książki trza przejrzeć. Bu, jutro napiszę!

niedziela, 24 maja 2009

Zbyt późno.

Jestem, za późno, jak zwykle. Dopiero wieczorem czuć nastrój, jakiś klimat. U mnie tak zawsze. Weekend jak zwykle zabójczo nudny. Nie lubię siebie za to, po prostu nic mi się w niedziele nie chce. Miałam iść na Między, ale nic z tego. Czyli tyłka z domu nie ruszyłam, no, na dwór jedynie na kilkanaście minut wyszłam. Przeszłam się kawałek, poczytałam chwilę. Zaczęłam tą książkę o anoreksji. Śmierć była i łzy. Nie tylko przez tą śmierć ojca bohaterki, nie tylko. Ciężko mi. Nie ma nikogo. Szkoda gadać. Chciałam ponawijać o tym, że głupie jest to, iż w piosenkach Taylor S. mowa tylko i wyłącznie o miłości. Jedna piosenka jest 15 roku życia. Pierwsza randka, ślepa miłość. Mam prawie 15 (rocznikowo, ale mówię, że 14!) lat i nie mam TAKICH problemów. Wybaczcie, o doświadczeniach z chłopami raczej u mnie mowy nie ma. A łzy są raczej z powodu doskwierającej samotności. Koniec na ten temat!
No właśnie, na Między nie poszłam, a to już był (o ile nic się nie zmieniło) ostatni umówiony spektakl. Może to i dobrze (wybaczcie, egoizm), szumu takiego nie będzie. Próbom stop? W sumie tylko miesiąc do końca roku szkolnego został. Tylko miesiąc! Dociera?
Hm. Oglądam sobie codziennie zdjęcia by Sucha. Madź, modelką godną Vouge'a jest. Jak mi proponuje pani fotograf sesję, to twierdzę, że ją gnie. Ale chyba w głębi duszy to chcę, tylko boję się, że nie będę mogła się rozluźnić, nie spełnię oczekiwań. O boż, lęk przed obiektywem. Nie śmiać się! Aa! Biologia we wtorek, ra(ta)tujcie. Muszę Alisi (ja to czytam jako: Aliszi; powiedzcie, że wiecie o co chodzi) i Dżaście napisać notatkę z lekcji, bo mnie by nie rozczytały. To idem sę.

środa, 20 maja 2009

Na serio, czy naprawdę?

To ten. Niby prawie w ogóle lekcji na jutro nie ma i ogólnie luz, ale mało czasu na pisanie, bo późno się za nie zabrałam. Do książek mnie nia ciągnie, no żesz. Taylor Swift ciągle u mnie w głośnikach rozbrzmiewa. Sprawdzian z fizyki - 4 powinnna być, jakby coś więcej postawił, to bym się cieszyła. Fajnie dziś było na wf. Pani nie było, a miałyśmy zaliczać, ale dobra, w sumie to nawet lepiej, bo nie przepadam za tymi szkolnymi ćwiczeniami. Poszliśmy 'na Szklarwę'. Śmiechy, obrażanie się, sprawa z roladkami. Rzuciłam propozycję pół żartem, pół serio, czy Alisia i Carmen, przyszłyby na wieczór Hanny M. I mówię: "Ja już sama nie wiem, czy mówię na serio, czy naprawdę." Ha, no błagam. Jednak najpierw bym chciała ładnie górę urządzić i przede wszystkim na DVD trzeba będzie kupić film bądź z internetu ściągnąć (oczywiście, piractwu stop!), ale nie moja w tym głowa (patrz: iPlus). Krótko trochę, ale nie mam ochoty pisać o pewnych sprawach, z resztą już zmęczona jestem i czasu brak. / Jutro lekcje z panią M. (Eee)

wtorek, 19 maja 2009

Żeby tytuł był po polsku.

O czym to ja... A! Trochę głupio i samotnie w szkole było bez dziewczyn. Jeśli chodzi o lekcje to luz. Sprawdzianu z matmy nie było i pani, ale to w miarę dopsz, chociaż nudno. Na przerwach trochę muzyki. I warto zaznaczyć napis na różowej koszulce Madź.: "elosz, WOJAK jestem i nie lubię różowych koszulek"+ czołg, serio. Od kogo mogła ją dostać? Pytanie za 10 punktów. Oczywiście, że od Suchej. Świetny prezent (bo chyba na urodziny), przynajmniej jak dla mnie.
5- i 5 z chemii. Uf, 4 mi wystawi.
Swoją drogą, odczuwam brak zajęć. Angielski jest, ale to stanowczo za mało. Tak, i ja to mówię! Powoli sobie obmyślam, gdzie by można się zapisać. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam (mój intelekt, ta). Druga klasa to w miarę luz, a w 3 testy będą. Potem liceum, więc trzeba korzystać. Aż się pytałam dziś J., czy nie wie o jakichś zajęciach w czasie wakacji. Nie zwariowałam, nie żartuję! A nawet jeśli oszalałam, to już dawno, więc proszę się nie czepiać.
Jak zwykle we wtorki, od powrotu nic jeszcze nie zrobiłam. A nie, sori, jadłam! Tak to jest, w poniedziałki mam zawsze szybko wszystko robię, bo wiem, że mam zajęcia i muszę się streszczać. I to jest fajne, bo pod wływem wielu obowiązków człowiek lepiej organizuje sobie czas. Nie narzekałabym, gdybym czytała.
[Tylko, że ja się przecież opuściłam. No tak, powtarzajcie mi to.] Akurat teraz już się moi koledzy z klasy przyzwyczaili. Nieważne.
Człowiek docenia coś dopiero, gdy to straci. Bądź kogoś. W szkole dziś zamyślona byłam.
Kończę, chciałam napisać, to mi coś daję. Chodzę tylko i czekam aż będę mogła tu coś nabazgrolić. I chociaż wyjdzie nieskładne, niezgrabne, trochę niezrozumiałe, to przynajmniej moje. Jednak, swoją drogą, wolałabym, gdyby było zrozumiałe. / Jutro wf, ugh.

poniedziałek, 18 maja 2009

Nawias kwadratowy.

Bo pisać trzeba. Tak szybko tego bloga nie pozostawię, mam nadzieję. Jak na razie, adres zna tylko Maciej i Ala, ale mam w planach jeszcze parę osób. Miło jest pisać dla siebie, ale też wiedzieć, że ktoś życzliwy tu zagląda. Od wczoraj myślałam tylko, żeby napisać nową notkę. Ach, uzależniona od internetu? No, nieważne, nie chcę takich kwestii.
Taylor Swift ciąg dalszy, płyta Fearless, którą przegrywam Ali? Mhm. Obecnie mam głód muzyczny. A gdzie się podział czytelniczy? Gdzieś leży na samym dnie, ale trzeba go wydostać, pomóc mu wyjść na powierzchnię! Nie może tak być, że nic nie czytam. Dopsz, że muzyka jest chociaż.
Co w szkole? 5 godzin lekcyjnych spędzonych na oglądaniu Przeminęło z wiatrem. Nie obejrzeliśmy do końca, ale łez nie było. Chłopcy się nudzili - nie dziwię im się. Mnie też po 2 godzinach trochę znudziło, ale potem odzyskałam chęć. Czyli, dzień wolny, bo na muzyce referaty (sztuczne uśmieszki, sz). Za wolno piszę, a odpowiedzi miałam wszystkie, mój refleks. A właśnie teraz coś o Między. Matko, wciąż coś przy tym spektaklu załatwiają. Ja nie wiem, ile można, to aż irytujące. Sori, Alisia i Carmen. Jeszcze nie wiem, czy się wybiorę w niedzielę. Może jakbym kogoś wzięła, pomyśli się. Póki co, wf w środę, masakra.
Chyba już kończę, bo nie będę pisała o tym, jakbym się chciała zmienić. Nie, stanowczo nie ta pora. Co jeszcze dziś? Może zrobię schemat na technikę, może napiszę recenzję na polski. Jutro popołudnie wolne, dziś ang. Mam wrażenie, że czasem tam udaję kogoś, kim nie jestem. Tzn. nie wycofuję to. Jestem sobą i lubię na angielskim być sobą. Jak ja przeżyje dwa miesiące wakacji bez mojego języka obcego? Trochę się poedukuję sama.
Nastrój średni, ale 'dobra, nic, cześć'.

PS. Co to za tytuł wpisu? Żadnej matematyki tu nie chcę!

niedziela, 17 maja 2009

Na dobry początek.

Jeszcze nie wiem, co z tym blogiem będzie. Pozostawiłam już wp, czy na zawsze? Zbliżają się wakacje, więc będzie czas na pisanie, a i w weekendy szkolne znajduję chwilę. Kurcze, dopiero, co założyłam nowe konto i bloga, a już mi się tu podoba. Ha. Klimat jest. O czym będę tu pisać? O wszystkim, jak zawsze. O muzyce, książkach i moim świecie. Albo nie do końca moim. Ten mój własny jest krainą, w której jestem lubiana i fajna. Sami widzicie, że jest daleki od tego, w którym teraz żyję. Przyjaciółek już nie ma, są koleżanki, ale ciężko bez takich 'psiapsiół' od serca. Trzeba się trzymać. Czytać! No właśnie, przechodzę kryzys czytelniczy. Co z muzyką? Coldplay'a nie słucham. Teraz Taylor Swift. No co, płytę w Empiku nabyłam. Jak się Alka zachwyciła w SMSie.

Ciekawe, co ze średnią w tym roku będzie. Chciałabym mieć ten czerwony pasek, a tu... cienko to widzę. Mało czasu do końca. Pochodzi się miesiąc, półtora, a potem... wakacje. Góry + Słowacja + Pińsk na Białorusi. Może tak źle nie będzie. Mam nadzieję, że w te dwa miesiące nadrobię zaległości w czytelnictwie. Trochę zdjęć porobię. Dopsz, to tylko taki początek. Dobry czy niedobry?

Zastanawiam się, co z publikacją. Chcę, żeby parę osób tu zaglądało, ale jeśli będę miała ochotę ponarzekać, powyżywać się? Znowu nie będę mogła pisać całej prawdy. Jednak miło by było, gdyby ktoś to czytał, coś sam napisał w komentarzu, odniósł się jakoś. Niektórzy może przez to lepiej by mnie poznali? Nie, no, nie myślę o jakimś szerokim gronie. No, bo co? Kubie np. mam dać? Nie będę się tu nad tym głowić.

Co dziś będzie robić panna Karolina?
Muzyka, słucham, słucham. Taylor Swift, Gorillaz. Zajrzę do lekcji, czegoś się pouczę. Trzeba się postarać, najwyższa pora. Czytanie? Oj, chyba nie. W tym momencie przyczyniam się do niskiego poziomu czytelnictwa w naszym kraju! Wyobrażacie to sobie? Skandal! Maćko zaraz mnie odwiedzi. Ach, mój głód muzyczny zaspokoi. Dziękuję Ci, kultura. Żegnać się będę, w dość dobrym nastroju, bo to blogspot! Klasa. See ya.